12 marca 2008

Diamant

Dzisiaj chciałem zaprezentować Wam grę Diamant. Jest to prosta gra dla 3-8 graczy, za stworzenie której odpowiedzialni są Alan R. Moon oraz Bruno Faidutti. Jest to pozycja która od kilku lat nieprzerwanie gości na sylwestrowym graniu oraz na spotkaniach, na których jest dość dużo osób, wśród których niekoniecznie przeważają gracze. Dzieje się tak za sprawą prostych zasad i wesołej emocjonującej rozgrywki. Mamy w niej odrobinę blefu, trochę ryzyka i planowania, a do tego ładne kryształki dla estetów. Jednak o tym za chwilę.

Pod pokrywą pudełka
W średniej wielkości pudełku znajdziemy:
  • talię 30 kwadratowych kart
  • 90 plastikowych kryształków (60 czerwonych o wartości 1 oraz 30 przezroczystych o wartości 5)
  • 8 drewnianych pionków podróżników
  • 8 kartonowych skrzynek w kolorach podróżników
  • 5 znaczników z liczbami 1-5


Za wydanie gry odpowiedzialne jest niemieckie wydawnictwo Schmidt więc nie ma się do czego przyczepić w kwestii wykonania. Elementy kartonowe są grube i trwałe, kryształki ładne, pionki także, a karty wykonane na dość dobrym papierze. W sumie elementów jest tak mało, że trudno tu cokolwiek opisywać. Dlatego nie traćmy czasu i przejdźmy do opisu zasad.

Rubiny i diamenty - szkoda, że plastikowe.

O co chodzi?
Każdy gracz wciela się w rolę poszukiwacza przygód, który razem z innymi wybiera się na eksplorowanie jaskini w poszukiwaniu skarbów. Do zbadania jest dokładnie 5 jaskiń (rozgrywka trwa 5 rund), a w każdej z nich czają się różne niebezpieczeństwa.

Każdy gracz otrzymuje zestaw złożony z pionka oraz skrzynki w jednym kolorze. Do pozostałych etapów przygotowania rozgrywki należy jeszcze rozłożenie na stole 5 znaczników z liczbami oraz potasowanie kart. Czas zejść do jaskini!

Zanim jednak wybierzemy się na eksplorację warto poznać skład talii, która będzie odpowiedzialna za przebieg naszej wyprawy. Otóż na połowie kart wydrukowane są bezpieczne korytarze z liczbami z zakresu 1-17 (przy czym niektóre liczby występują wielokrotnie, a niektórych nie ma wcale).

Sssskarby!

Na pozostałych 15 kartach znajdziemy 5 różnych niebezpieczeństw (po 3 z każdego rodzaju): skorpiona, węża, chmurę gazu, wybuch oraz zawalone przejście.

Niebezpieczeństwa

Dość biadolenia! Idziemy!

W każdej turze odkrywamy z talii jedną kartę. Jeżeli jest to karta z kryształami to rozdzielamy je po równo pomiędzy graczy będących w jaskini. Jeżeli liczba jest niepodzielna to resztę zostawiamy na karcie. Następnie gracze decydują czy idą dalej w jaskinię czy uciekają do obozu. Robią to wysuwając nad stół zamkniętą pięść. Kiedy wszyscy to zrobią to piąstki są otwierane, a gracze, którzy w nich trzymali pionka wracają do obozu, reszta idzie naprzód.

Po co uciekać do obozu? Otóż są po temu dwa powody :
Po pierwsze, podczas eksploracji jaskini zostają za nami kryształy, które zdobędzie ten, który się wycofa (jeżeli cofa się na raz kilku graczy, dzielą się kryształami, a niepodzielną resztę zostawiają).
Po drugie uciekać należy kiedy jest gorąco. A to dlatego, że gdy w korytarzu natrafimy na drugie identyczne niebezpieczeństwo to uciekamy w popłochu z jaskini tracąc wszystkie kryształy zdobyte w tej wyprawie. Jedynie bezpieczny powrót do obozu pozwala nam na umieszczenie ich w naszej skrzynce, w której są bezpieczne do końca rozgrywki.

Po ewentualnym wycofaniu się grających odkrywamy nową kartę, gracze znowu decydują co robią dalej i tak w kolo Macieju, do zakończenia wyprawy. Wyprawa kończy się w dwóch sytuacjach: kiedy zostanie odkryta druga karta tego samego niebezpieczeństwa lub wszyscy podróżnicy wrócą do obozu.

W pierwszym wypadku usuwamy powtórzoną kartę z gry zmniejszając w ten sposób liczbę niebezpieczeństw w kolejnych wyprawach. Następnie (w obu przypadkach) tasujemy talię, usuwamy znacznik z numerem wyprawy i idziemy znowu szukać skarbów.
Wygrywa ten, który po 5 rundach ma w swojej skrzynce najwięcej kryształów.

Jak to jest być Indiana Jonesem?
Jak widać zasady specjalnie wymagające nie są: odkrywamy kartę, cykorzymy albo nie, odkrywamy kartę, uciekamy lub idziemy, odkrywamy kartę… Jednak wcale nie oznacza to nudnej gry. Otóż odkrycie każdej karty wiąże się z pewnym dreszczykiem emocji, który jest większy w momencie kiedy zdobyliśmy już stosunkowo dużo kryształów, a w jaskini napotkaliśmy już kilka niebezpieczeństw. Czy uda mi się jeszcze coś zdobyć, czy uciekając w popłochu stracę wszystko? W grze nie ma jakiś specjalnych strategii – czasem bardziej opłaca się szybciej uciec, a czasem ostatni odważny potrafi zdobyć 17 kryształów w momencie odkrycia jednej karty. Do tego pozostaje ciągła niepewność tego co zrobią przeciwnicy - pójdą dalej, czy połakomią się na to co zostało za nami.


Ogrom czynnika losowego występujące w grze jest bezsprzeczny, jednak dotyczy on wszystkich tak samo, więc to czy nam się powiedzie zależy czasem od umiejętności wypośrodkowania pomiędzy ryzykowaniem, a zdrowym rozsądkiem. A jak wiadomo wcale nie jest powiedzieć sobie dość, kiedy mamy dobre odkrycia. Jednak czasem przeciąganie struny może okazać się tragiczne w skutkach. Nie jeden raz okazywało się, że kieszenie pełne kryształów opróżniały sie w jednej sekundzie, kiedy na drodze podróżnika stanął straszny wąż.

Rozgrywka jest o wiele ciekawsza w pełnym składzie i co bardzo ważne – wcale nie ulega wydłużeniu wraz ze wzrostem liczby poszukiwaczy. Dlatego gra idealnie nadaje się na spotkania w dużym gronie, takie jak właśnie wieczory sylwestrowe. Osobiście preferuję rozgrywki od 6 osób wzwyż. Przy mniejszej liczbie graczy emocje nie są tak duże i w jaskiniach panuje za mało towarzyska atmosfera.

Pojedyncze partie są na tyle szybkie, że na ogół rozgrywa się je w seriach. Często przegrani chcą się odegrać, a że graczy jest niemało to zawsze znajdzie się ktoś pragnący rewanżu, przez co w jaskiniach można czasem spędzić wiele kwadransów, bawiąc się przy dym wspaniale.

W jaskiniach nie tylko szuka się kryształów...

Jak można powyżej wyczytać gra jest super – zapewnia wspaniałą zabawę, można grać w dużym gronie, rozgrywka jest szybka. Coś zbyt kolorowo… Tutaj własnie dochodzimy do największej wady Diamanta – ceny. Otóż za to wszystko trzeba zapłacić około 20 euro (swój egzemplarz kupiłem za 15 euro na targach w Essen w 2005, ale po kilku dniach łażenia i porównywania cen). Jest to stanowczo za drogo za talię kart, kryształki, kilka pionków i skrzynki. Co więcej, opisywana przeze mnie edycja to wydanie drugie i odchudzone. W pierwszym wydaniu znajdowała się plansza obozu, która została usunięta w celu zredukowania kosztów! Jednak nadal cena gry do specjalnie atrakcyjnych nie należy.

Na rynku dostępna jest także anglojęzyczna wersja gry nazywająca się Incan Gold. Skrzynki i pionki zostały w niej zastąpione kartami, a kryształki wykonano z tańszych komponentów. Jednak nie miałem przyjemności jej zobaczyć na żywo, dlatego nie chcę podejmować się jej oceny.

Podsumowanie
Diamant to wspaniała gra dla osób poszukujących szybkiej gry na 8 osób. Rozgrywka powinna się spodobać osobom lubiącym ryzykować utratę zdobytych skarbów, oraz miłośnikom poszukiwań kryształów. Prostota zasad sprawia, ze można w nią grać spokojnie z dziećmi, które nic nie stracą z rozgrywki mimo swojego wieku.


Niestety wysoka cena nie skłania do natychmiastowego zakupu więc nie mogę gry polecić z czystym sumieniem. Jeżeli lubisz ryzyko i nie masz innej gry na 8 osób, a do tego nie odstrasza cię cena gry to kupuj od razu. Jeżeli nie spełniasz tych warunków to spróbuj przed zakupem. Zapewne po rozgrywce i tak skończysz z własnym egzemplarzem ;o)


P.S.
Planszę można sobie wydrukować samemu - Bruno Faidutti umieścił na swojej stronie plik .pdf który po wydrukowaniu uzupełnia braki w pudełku. Można go znaleźć TUTAJ.



Tytuł: Diamant
Autorzy: Alan R. Moon i Bruno faidutti
Czas rozgrywki: ok. 20 min.
Liczba graczy: 3-8
Wydawca: Schmidt

Ocena ogólna: 4/5
Wykonanie i grafika: 3/5 (ocena obniżona za wysoką cenę)
Złożoność: 2/5

2 komentarze:

zim_ek pisze...

Jeden błąd - "Na pozostałych 15 kartach znajdziemy 5 różnych niebezpieczeństw (po 3 z każdego rodzaju): skorpiona, węża, chmurę gazu, wybuch oraz skorpiona."
A ogólnie, gra świetna :)

uiek pisze...

Dziękuję za zwrócenie uwagi :o) Oczywiście chodziło o zawalone przejście.

Już poprawiam ;o)