Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pogaduchy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pogaduchy. Pokaż wszystkie posty

12 listopada 2007

Znudzenie grami?

uiek: Oj, dawno nie było pogaduch :) Jednak mam wrażenie, że dzisiaj jest po temu idealna okazja. Czytałeś może tekst „Zmęczenie materiału?”, który ukazał się w piątek na Polterze?


Thomas: Jasne, że tak. Zapotrzebowanie na kontrowersyjne teksty w każdym kraju jest duże i niezmiennie przyciąga rzesze czytelników P:

uiek: I jakie są Twoje wrażenia? Zgadzasz się z Saise?

Thomas: Ech… próbujesz mnie wciągnąć w grę, której zawsze starałem się przeciwstawiać… Mam się odnosić do konkretnych tekstów, konkretnych autorów. Zawsze wtedy mam obawy, czy ktoś nie weźmie czegoś zbyt osobiście. Mam nadzieję, że tak nie będzie. A z naszej strony będzie to rzeczowa polemika. Dość zabawna, bo prowadzona na odległość „dwóch blogów”. Otóż postaram się mieć odmienne zdanie niż Hubert…

uiek: Postarasz się? Ja akurat nie muszę się o to starać… Zresztą rozmawialiśmy o tym w kwietniu, kiedy na blogu Games Fanatic pojawił się tekst w podobnych klimatach.

Thomas: Nie widzę niczego dziwnego czy niezwykłego w tym, że po tylu latach gry przełomowe nie pojawiają się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki na każdym Essen. To zupełnie normalne. Twórcy szukający na siłę udziwnień przeważnie zyskują swoim produktom dość krótkotrwały rozgłos. Space Dealer przyciągał swoją innością przez chwilkę uwagę wielu graczy, ale śmiem twierdzić, że RTSy lepiej sprawdzają się na komputerze niż na planszy. Większość miłośników planszówek szuka w tego typu rozrywce zupełnie innych doznań.

uiek: W temacie planszówek siedzę o wiele dłużej niż Hubert, a mimo to nie czuję zmęczenia materiału. Co roku kupuję dużo gierek, a gram w jeszcze więcej i musze przyznać, że znaczna część z nich mi się podoba i nie odczuwam przy tym owej „wtórności”. Jest to też poniekąd kwestia nastawienia. Siadając do nowej gry nie szukam na siłę powiązań z innym tytułem. Jeżeli rozgrywkę w kupioną nie tak dawno Cubę, zaczynałbym od zdania: „To takie cięższe Filary ziemi, mające elementy Puerto Rico i Caylusa” to nie dość, że zraziłbym współgraczy to sam bym sobie popsuł nastrój, w końcu ile można grać w odgrzewane kotlety (o ile w kotlety można grać)? Błędem też jest ciągłe granie w jedną kategorię gier. Gracze często kupują gry na zasadzie – podobało mi się Puerto Rico, kupię więc Caylusa albo, jojczenie, że „nie będę grał w coś, co na kartach ma myszki i sępy (Mini Hazard)”. Często takie szufladkowanie swoich preferencji prowadzi właśnie do tego, że rodzi się zdanie „mnie się już nic w tej kategorii gier nie podoba. Wszystkie gry są wtórne”.

Thomas: Obserwuję, że niektórzy gracze wpadają w pułapkę, częstego kupowania zbyt wielu gier (nie odnoszę tego do Huberta). Poznają grę zbyt powierzchownie w 1-2 rozgrywkach. Wyrabiają sobie na jej temat zupełnie fałszywe zdanie. Czasami grają bez poprawnej interpretacji przepisów. Potem gra, choćby była i fajna, ląduje na półce, a jej miejsce zajmuje – niczym złudny miraż – następna błyskotka. I tak w kółko. Spirala napędza się sama.

uiek: Oj, tutaj nie mogę się z Tobą zgodzić! Kupowanie wielu gier nie zawsze prowadzi do niezadowolenia i napędzania spirali niechęci. Dobrze wiem ile Ty masz gier (mniej więcej, bo sam chyba tego nie ogarniasz, przez to, że trzymasz je w kilku różnych miejscach :P), a Ty dobrze wiesz ile ja ich mam. Zakup nowych tytułów zawsze sprawia mi ogromną radochę. Owszem, nie będę udawał, że w każdy tytuł grałem ponad 20 razy, bo tak nie jest. Jednakże wielką przyjemność mi sprawia możliwość „rotacji” przy wybieranych tytułach. Zresztą doskonale było to widać przy planie wakacyjnym, kiedy to mogłem sobie odświeżyć kilka starszych tytułów. Dzięki temu, że mam spory wachlarz pozycji mogę sobie spokojnie wybrać na co mam w danym momencie ochotę. Chcę zagrać w coś durnego – jest w czym wybierać. Chcę pogłówkować nad dobrą grą logiczną – proszę bardzo. Trzeba pokazać coś ludziom, którzy ostatni raz grali w gry 20 lat temu, też coś się znajdzie. Owszem, na ogół wtedy jest dylemat, którą grę z danej kategorii wybrać, ale to akurat inna sprawa.

Thomas: Nie twierdzę, że kupowanie wielu gier dla każdego oznacza katastrofę. To, że każdy z nas ma dość bogatą ich kolekcję oznacza w naszym przypadku tylko tyle, że gry są dla nas prawdziwą pasją (chociaż na szczęście nie jedyną). Niestety dla niektórych jest to tylko chwilowe zauroczenie, a później mamy „narkotykowy głód”, który nie daje się nigdy zaspokoić, bo kupowanie coraz większych ilości gier powoduje jedynie coraz większe rozczarowanie. Ja w większości wiem co i po co kupuję. U mnie nie ma efektu rozczarowania. Inna rzecz, że faktycznie lubię bardzo szeroki wachlarz gier. Z przyjemnością gram w gry wojenne, karcianki kolekcjonerskie, gry rodzinne, logiczne, a często dużą frajdę sprawia mi rozgrywka w gry dla dzieci. Cóż, to chyba, po prostu trzeba lubić.

uiek: No i właśnie w tym tkwi sedno! Gry trzeba lubić, a granie ma sprawiać przyjemność. Nie ma sensu szukanie na siłę olśnienia! Dlatego też denerwujące jest kiedy po 1 rozgrywce, która na ogół jest przeprowadzana z błędami, ludzie skazują tytuł na niebyt.

Thomas: Najgorzej jest, gdy tacy gracze biorą się za pisanie recenzji. Wtedy to gra jest nieprzetestowana, nieprzemyślana, z silnie zaznaczonym efektem kingmakingu, kuli śnieżnej i z wszechobecnej losowości. Zgroza. Fakt jest taki, że wbrew pozorom niewiele gier obarczone jest tymi błędami. W większości gracze szukają w tych pojęciach ratunku dla nieudolności własnej strategii i zwykłego braku pomyślunku… A co do losowości… Większość, powtarzam przygniatająca większość statystycznych graczy, nie chce grać w gry logiczne i zdecydowanie preferuje lekka rodzinną formę gier planszowych. A czynnik losowy, stosowany w przemyślany sposób, jest dla nich wielkim atutem! Tak, gracze chcą „turlać” kostkami, losować karty i zdawać się na ślepy los. Ci co myślą inaczej należą do wąskiego grona maniaków. Niestety drodzy gracze ale jesteście (jesteśmy) w mniejszości. I warto o tym pamiętać. Zwłaszcza przy skrobaniu recenzji. No chyba, że piszecie je jedynie z myślą o prawdziwych geekach.

uiek: Widzisz, jeżeli chodzi o gry „obarczone” elementem losowym, problem poniekąd polega na tym, że zrobić dobrą grę, w której wykorzystywane są kostki, jest niezwykle trudno. Byle dziecko umie zrobić grę „ciepnij kostką i przesuń piona”, a nie każdy potrafi wykorzystać ten sześcianik do stworzenia czegoś ciekawego. I nie chodzi tu o jakąś wybitną nowatorskość – weźmy takie Um Krone und Kragen. Gra dość ordynarnie czerpie ze starego mechanizmu, a mimo to zbiera pozytywne opinie.

Thomas: „Recenzenci” często także zapominają, że statystyczny, przeciętny nabywca, kupi w całym swoim życiu 2 lub 3 gry. I zdecydowanie nie będzie wybrzydzał nad ich wtórnością. Dlaczego? Ano dlatego, że żyje w stanie błogiej niewiedzy, że oprócz tych 2-3 zakupionych przez siebie gier istnieją tysiące innych, które rządzą się podobną mechaniką. Tak więc nie ma co płakać nad wtórnością gier. Po prostu, jeżeli nadarza się okazja, to warto przetestować na jakimś spotkaniu kilka pozycji i później zakupić tę, która nam się najbardziej podoba. Nie bacząc rzecz jasna na jej wtórność. To naprawdę w doborowym (i często nieobeznanym w temacie) towarzystwie nie ma najmniejszego znaczenia. A radość z gry wysuwa się wtedy zdecydowanie na pierwszy plan. I jeszcze mała uwaga, nie zawsze te wtórne gry są gorsze od oryginału. Często bywa tak, że dany temat ewoluuje w dążeniu do doskonałości :).

uiek: Zabrzmiało niezwykle górnolotnie, ale mam podobne zdanie na ten temat. Dlatego od siebie chciałbym dodać jeszcze jedną radę dla wszystkich, którym gry się nudzą: spróbujcie czegoś innego!!! Uwielbiacie gry ekonomiczne? Zagrajcie w grę familijną. Uwielbiacie tzw. „eurogry” (jejku, jak ja nie trawię tego określenia)? Zagrajcie w jakąś grę logiczną. Nie szukajcie we wszystkich nowych grach czegoś wybitnie nowatorskiego, bo waszym rozczarowaniom może nie być końca. Zresztą to, co początkowo wydaje się wspaniałym nowatorstwem, może już po kilku rozgrywkach okazać się gorsze od utartych mechanizmów.

26 maja 2007

Bo z kobietami…

Dzisiaj ciąg dalszy pogaduch w których odkrywamy w co tak naprawdę lubią grać nasze dr(u)ogie "połówki" :)


[...]

Uiek: Później pewnie jeszcze nie raz przyszło Ci zagrać z Romką w Zaginione miasta?
Thomas: Gramy w nie do dzisiaj…
Uiek: Ciągle dziwi mnie fenomen tej gry. W sumie nie jest jakąś specjalną pozycją, do tego tematyka w ogóle nie ma związku z mechaniką, a gra cieszy się ciągle ogromną popularnością. Zwłaszcza u kobiet. Sam za tym tytułem jakoś niespecjalnie przepadam, ale jak ktoś mnie poprosi, to mogę zagrać.
Thomas: Ze mną jest idetycznie. Do Zaginionych miast specjalnie mnie nie ciągnię, ale jak ktoś prosi, to nigdy nie odmawiam. I z ręką na sercu – nie jest to dla mnie żadna katorga.
Uiek: No, ale nie wmówisz mi, że Zaginione Miasta są jedyną grą, w którą grywasz z Romką!
Thomas: Skądże znowu. Ostatnio pokusiłem się o zrobienie nawet specjalnego rankingu gier, które szczególnie lubi moja żona. I jest on dość nieprzewidywalny!
Uiek: W przypadku Grace nie da się jednoznacznie wymienić jej X ulubionych gier. Jak sama mówi, wiele zależy od nastroju. Gra, w którą ma ogromną ochotę pograć jednego dnia, już dwa dni później może ją w ogóle nie interesować. Poprosiłem jednak moją lubą, aby wymieniła przynajmniej kilka gier, w które lubi grywać i zestawienie wygląda następująco:
-Dolmengötter
-Project GIPF (wszystkie 6 gier)
-Haste Bock? (Owieczki)
-Złodziej z Bagdadu
-Einfach Genial
-Carcassonne (ale tylko z dodatkami)
-Easter Island
-Hive
-Kragmortha
-Tomahawk
-Jungle Speed
-Pit…
Jak sam widzisz trudno w tym zestawieniu odnaleźć jakiś klucz mający wpływ na preferencje Grace.
Wydawałoby się, że bardzo lubi gry logiczne (GIPF, Hive, Finfach Genial), rodzinne (Ticket to Ride, Carcassonne, Złodziej Bagdadu), gry imprezowe i pokopane (Kragmortha, Pit i Jungle Speed). Jednak czasami ,jak proponuję inną grę z tych kategorii, która w dodatku jest bardzo podobna do lubianych przez nią tytułów, widzę, że nie za bardzo jej się gra podoba. Tak jest m.in. z Eiertanz, do którego dość mocno podobna jest Kragmortha (zresztą autor tej drugiej sam pisał, że Kragmortha to gra w stylu „Fraga games”) czy Khetem, do którego bardzo podobne jest Easter Island. Nie bardzo wiem od czego to zależy, ale nie jeden próbował już zrozumieć kobiety i mu nie wyszło ;)
Thomas: Bo z kobetami nigdy nie wie, oj nie wie się…
Uiek: Jednak nie jest aż tak źle, jakby mogło się wydawać, ponieważ Grace i tak daje się namówić na gry, które nie są w jej gronie ulubionych.
Thomas: W przypadku Romki wygląda to inaczej. Jej absolutna czołówka to Osadnicy z Catanu i Zaginione miasta. Tuż za nimi plasują się Blokus i Ticket to Ride. Poza nimi bardzo lubi grać w Trans Americę, Fjorde, Carcassonne, Wszyscy na pokład, Architektona czy Alhambrę. Nieco mniej radości (chociaż bez specjalnego przymuszania) daje jej rozgrywka w Niagarę, Manilę czy Wilka i Owce. Z gier, które niespecjalnie jej podeszły były takie hity jak Bohnanza, Saboteur czy Montanara. Jeżeli na zakończenie wspomnę, że bardzo wysoko oceniła gry logiczne takie jak Yinsh, czy Zertz, to niech ktokolwiek znajdzie w tym jakąś prawidłowość czy logikę, bo ja nie potrafię…

11 maja 2007

Hobby

Hobby. Wszyscy powtarzają, że człowiek musi je mieć, by móc się rozwijać. Jednak jak już sobie człowiek znajdzie jakieś to oczywiście nie wszyscy muszą być szczęśliwi. Pół biedy jak do grona tych osób należą znajomi, czy dalecy krewni. Problem zaczyna się w momencie kiedy partner nie do końca rozumie naszą pasję.



Uiek: Kolekcję gier mam jaką mam. Do tego średnio raz na dwa tygodnie przybywa mi nowa gra. Na gry wydaję stosunkowo dużo, ale sprawia mi to ogromną radochę. Jednak mojej dziewczynie już nie bardzo…
Thomas: Myślisz, że problem leży w kolekcji?...
Uiek: Raczej nie tyle w samej kolekcji, co w fakcie jej ciągłego uzupełniania. Kiedyś moja luba podsumowała mnie stwierdzeniem „jak będziesz kupował tyle gier to w przyszłości umrzemy z głodu, albo utoniemy w mieszkaniu od pudełek”.
Thomas: Kobiety zawsze zabijają romantyzm zimnym pragmatyzmem.
Uiek: Coś w tym jest ;) W sumie za każdym razem kiedy wypowiem „widziałem nową grę”, „znalazłem w sieci fajną gierkę”, albo „jest fajna gra na Allegro” w oczach mojej wybranki nie widzę radości, którą widziałbym w oczach znajomych maniaków, (którzy by oczywiście z zaciekawieniem zapytali „Jaką?”). O nie! Moja luba ma przede wszystkim strach w oczach i w głowie zapala się jej czerwona lampka, której towarzyszy myśl „O NIE! ZNOWU!”.
Thomas: Porzuć tą nierozumną niewiastę i zostań gejem. Któż lepiej zrozumie faceta jak nie drugi facet. :)
Uiek: Złota rada, niemniej chyba nie skorzystam :P. Zresztą wiesz jak jest – z kobietą źle, ale bez niej jeszcze gorzej.
Jednak żeby nie było, że szerzę jakiś defetyzm – Grace lubi pograć i praktycznie codziennie odpalamy sobie partyjkę jakiejś gry. Na szczęście gust mamy dosyć podobny i nie ma z tym wielkiego problemu.
Thomas: No to czego biadolisz! Wszystkie rozsądne kobiety są takie same. Innych byś nie chciał. Uwierz na słowo!
Uiek: Que?
Thomas: U mnie jest dokładnie tak samo. Jak Roma widzi nową grę zawsze pada sakramentalne pytanie: „Ta gra jest JUŻ nasza, czy to demo firmowe?”.
Uiek: Oczywiście, zawsze mówisz jej prawdę :)
Thomas: Oczywiście… A najdziwniejszy w kobietach jest ich stosunek do gier. Moją na przykład trzeba długo namawiać, żeby zechciała zagrać w jakiś nowy tytuł. Pamiętam jak to się zaczęło tak zupełnie na serio...
Uiek: Zaginione miasta…
Thomas: Eee… mam wrażenie, że nie było cię przy tym… Chociaż…
Uiek: :D
Thomas: No w każdym razie przez te miasta mam przechlapane!
Mówię Romie „Kochanie, moja praca wymaga poznawania nowych gier. Jeżeli mam być częściej w domu, to musisz grać ze mną”. Nie była za bardzo zainteresowana, ale kiedyś zawarliśmy układ. Ja miałem chodzić z nią na wszystkie drętwe imprezy i dobrze się bawić. Ona w zamian przyrzekła grać ze mną.
Uiek: I słowa dotrzymała!?
Thomas: A jakże! Zdołałem ją namówić na „Zaginione miasta”. Wiedziałem, że to ulubiona gra kobiet i dostrzegłem w tym szansę na rozegranie przynajmniej jednej poglądowej rundy. Niestety, moja żona idealnie wpisała się w statystykę. Po pierwszej rundzie dostała mocne baty. Była już prawie północ. Więc pomyślałem, że się spokojnie wyśpię, a tu nastąpił szantaż: „Jak nie zagramy jeszcze raz, to już więcej z tobą nie zagram!”.
Uiek: No i nie miałeś wyjścia?
Thomas: Cóż było robić. Zagraliśmy 3 pełne partie… Wybiła 3.30. Wygrałem miażdżącą przewagą. Po raz pierwszy i ostatni, jak się wkrótce miało okazać…


cdn.