29 września 2007

Polska Bohnanza nadchodzi!

Dobra wiadomość dla wszystkich miłośników Bohnanzy. W przyszłym miesiącu do sprzedaży powinna trafić polska wersja tej przebojowej gry. Grę wydało G3 s.c. dystrybutor gier Amigo na naszym rynku. W polskiej edycji gra nosi tytuł... Fasolki! Sugerowana cena detaliczna to 37 zł.

G3 w tym roku, prócz Fasolek wyda jeszcze dwie gry. Pierwszą z nich będzie Rój (oryg. Hive) - znakomita gra logiczna dla 2 osób, którą będzie można nabyć wraz z minidodatkiem (Hive - The Mosquito - sprzedawanym oddzielnie). Drugą - Żabki (Army of Frogs), której premiera w Polsce będzie równoczesna z premierą światową.

A miało być tak pięknie…

Marek „Pancho” Pańczyk – znana wielu osobom postać planszówkowego światka opublikował na swoim blogu Games Fanatic notkę, która dla wielu była niczym grom z jasnego nieba. I nie chodzi tutaj o to, że Pancho rezygnuje ze stanowiska redaktora naczelnego czasopisma Świat Gier Planszowych, ani też nie chodzi o to, że zaprzestaje aktywnego działania w ramach Games Fanatic. Otóż niezwykle smutny jest fakt dlaczego tak się właśnie stało – jego półroczna córeczka Małgosia jest chora na nieuleczalną chorobę genetyczną - rdzeniowy zanik mięśni (SMA).


Żadne słowa nie są w stanie oddać tego co chciałoby się powiedzieć w tej chwili. Jedyne o co możemy prosić w imieniu rodziców dziecka to o pomoc.

Wszelkie informacje na temat możliwości udzielenia pomocy oraz o samej Małgosi i jej chorobie można znaleźć TUTAJ.

Natomiast rodzicom chcielibyśmy życzyć wytrwałości i siły w walce z chorobą Gosi. Jesteśmy z Wami.


Tomek i Michał
Kraina Gier

27 września 2007

Wojny owiec

Tekst nadesłał: Khaox


Ovis aries – Owca domowa – gatunek hodowlanego zwierzęcia z rodziny krętorogich. Obecnie szeroko rozpowszechniona. Wysokość w kłębie do ok. 1 metra. Masa samca (zwanego baranem) do ok. 150 kg. Średnia długość życia 12lat... chyba, że pojawi się...

Canis lupus – Wilk szary – gatunek z rodziny psowatych, z rzędu drapieżnych. Wysokość do 90cm. Dorosły wilk posiada 42 zęby, których długość dochodzi do 27mm. Występuje czasami zbyt blisko owiec.

Te dwa zwierzątka stanowią podstawę gry Bruno Cathali – War & Sheep. Pudełko ozdobione jest rysunkiem 2 walczących o źdźbło trawy owiec oraz przyglądającemu się temu wilkowi. Odzwierciedla ono dokładnie atmosferę rozgrywki, albowiem istotą gry jest zbieranie trawy. Im więcej żetonów i im lepiej punktowanych „zjemy” tym bliżej jesteśmy wygranej, z pewnym drobnym „ale” - trwa walka, a gdzieś w trawie ukrywają się wilki, więc nie wystarczy zjeść dużo, trzeba jeszcze przeżyć.


Co w pudełku
Niewielka plansza reprezentująca ogrodzoną łąkę składającą się z siatki 6x6 pól. 2 zestawy żetonów owiec posiadających z jednej strony rysunek klasycznej beztroskiej owcy, a z drugiej owczą głowę wyglądającą spomiędzy kępek trawy. Znajdziemy też zbiór żetonów trawy, nierozróżnialnych z jednej strony, a z drugiej posiadających liczbę oznaczającą wartość żetonu lub symbol wilka (są 2 takie żetony). W pudełku znajdziemy również 21 kart reprezentujących specjalne akcje. Wszystko wykonane w prosty sposób, ale z dużą dbałością o jakość. Rysunki są uproszczone, moim zdaniem ładne i intuicyjne. Słowem bardzo fajna zawartość jak na grę za 20złotych.

Rozgrywka
Grę zaczynamy od rozmieszczenia na planszy żetonów owiec zgodnie z jednym z proponowanych w instrukcji schematów. Następnie na wolnych polach losowo rozmieszczamy zakryte żetony trawy. Ustalamy pierwszego gracza.... i zaczynamy wypas.


Każdy z graczy w ramach swojego ruchu 2 razy wybiera jedną z dostępnych akcji (akcje mogą się powtarzać). Wybór jest urozmaicony, gdyż gracze mają do dyspozycji:
Podglądnięcie żetonów – wybieramy owieczkę i 2 sąsiadujące z nią żetony, które możemy podglądnąć. Jeżeli są to żetony trawy odkładamy je zakryte. Jeżeli jednym z nich jest jednak wilk możemy go odkryć... np. aby sprowokować akcję przeciwnika.
Przesunięcie owcy – wybieramy owcę i kierunek, a że owieczka jest głupiutka idzie tak daleko aż nie spotka przeszkody. Jeżeli jest to brzeg planszy lub inna owca zatrzymuje się przed nią. Jeżeli wpadnie na wilka zostaje zjedzona (usunięta z planszy). Najczęściej jest to jednak zakryty żeton trawy, który zostaje natychmiastowo i bezceremonialnie przeanalizowany w przełyku owcy. W zależności od wartości żetonu:

- żeton super fajnej soczystej trawy o wartości 5 – tak soczysty, że owieczka musi zejść z planszy i koncentrować się na trawieniu,
- normalna trawka o wartości 3 – żeton jest zjadany, owieczka jest szczęśliwa i nic innego nie jest wykonywane,
- sfermentowana trawa o wartości 1 – żeton jest zjadany, ale ze względu na specyficzne własności tej magicznej trawy gracz dociąga dodatkowo kartę akcji,
- wilk – no to pecha owieczka ma. Zostaje zjedzona, wilk pozostaje na planszy aby szerzyć zniszczenie.

Aby dodatkowo podkreślić „owieczkowatość” naszych podopiecznych wprowadzona została jeszcze jedna zasada - jeżeli przesuwamy jedną owieczkę, a za nią znajdują się inne owce one też podążają za nią.

Przesunięcie wilka – wilk porusza się podobnie jak owca z tą różnicą, że zamiast zjadać trawę zjada owieczki. Jest tutaj jednak pewien trick, cytując instrukcję „przesuwamy wilka, o którym wiemy” ... więc możemy przesunąć zarówno wilka odkrytego jak i tego którego wykryliśmy podczas podglądania żetonów. Wprawdzie ostatecznie wilk i tak zostaje odkryty, jednak działanie z zaskoczenia jest bardzo skutecznym elementem strategii w tej grze .

Zakamuflowanie owcy – gracz może obrócić żeton swojej owcy pokazując, że ta owca jest ukryta. Taka owca jest nietykalna do momentu wykonania przez nią akcji (np. poruszenia się). Nie może być zjedzona lub stać się przedmiotem akcji drugiego gracza. Na nieszczęście każdy gracz może mieć w danym momencie najwyżej jedną ukrytą owcę.

Zagranie karty – karty uzyskane podczas zjadania sfermentowanej trawy posiadają bardzo ciekawe własności. Na przykład karta „wielka stopa” zagrana na przeciwnika zmusza go do gry z otwartymi kartami, a „grill” usuwa owcę przeciwnika z planszy.



Koniec gry
Gra kończy się w momencie zjedzenia ostatniej trawki, utraty przez jednego z graczy ostatniej owcy lub kiedy podczas 4 kolejnych kolejek nic nie zostanie zjedzone. Jeżeli koniec jest spowodowany utratą ostatniej owcy pechowy gracz przegrywa rozgrywkę natychmiast. W przeciwnym wypadku podliczamy punkty żetonów trawy i w ten sposób ustalamy zwycięzcę.

Jak się w to gra?
Krótko, przyjemnie, z pewną dozą myślenia i losowości oraz z sadystyczną przyjemnością wysyłając wilka na owce przeciwnika. Ten morderczy aspekt brzmi bardzo nieprzyjemnie, jednak nie zdarza się, aby przeciwnik płakał „nie zjadaj mnie proszę”. Samo zjadanie jest tak naturalne jak zbijanie w warcabach... takie jest życie zbuntowanych owieczek. Rozgrywka jest bardzo płynna i trwa kilkanaście minut, co pasuje do prostych zasad i lekkiego tematu. Innymi walorami gry są jej rozmiary. Pudełko wprawdzie nie jest małe, jednak jeżeli jadąc na urlop planszę można zostawimy w domu (siatkę 6x6 da się namalować na kartce papieru) gra mieści się nawet w normalnym pudełeczku z talii kart. Czy gra ma wady? Pewnie że ma... choćby ograniczenie do 2 graczy i lekkie odczucie, że gramy w upiększone warcaby. Problemem jest też dostępność. Swój egzemplarz sprowadziłem przez jeden ze sklepów internetowych po przygodach typu „była w Niemczech, a nie ma i my też nic nie wiemy”. Jeżeli jednak ktoś będzie miał możliwość nabycia tej gry w niezbyt wygórowanej cenie to jak najbardziej polecam.

Tytuł: War & Sheep (Molly & Lore, Guerre & Beeeh!)
Autor: Bruno Cathala
Czas rozgrywki: 15-20minut
Liczba graczy: 2
Wydawca: Jeux Descartes, Eurogames

Ocena ogólna: 4/5 (w kategorii krótkich i lekkich gier)
Wykonanie i grafika: 5/5
Złożoność: 2/5

Linki:
Profil na BGG
Recenzja Bruno Faiduttiego
Recenzja w HALL9000

25 września 2007

Essen, Essen…

W planszówkowym świecie od połowy wakacji niczym mantra zaczyna coraz częściej przewijać nazwa niemieckiego miasta. Miasta, które jest symbolem ogromnego wydarzenia dla maniaków gier, największych europejskich targów gier, na których można zobaczyć nowości, kupić antykwaryczne wydania gier i spotkać się ze znanymi autorami – Essen!

Miałem tę przyjemność być tam 2 lata temu. W zeszłym roku był Tomek, więc teraz ponownie kolej na mnie ;). Już od dobrych kilku tygodni wynotowuję sobie skrzętnie to, co mam zamiar tam kupić, zobaczyć czy pomacać.
Dzisiaj chciałem podzielić się z Wami moją listą (a raczej jej częścią). Może przynajmniej kilka osób wypatrzy na niej coś, o czym wcześniej nawet nie pomyślało. No, ale dość kadzenia – do rzeczy!

Część 1: Obowiązkowy zakup
Oczywiste jest, że na targach robi się zakupy. Nauczony jednak doświadczeniem poprzedniego razu, kiedy to na targach byłem tak oszołomiony, że nie wiedziałem gdzie iść i co kupić, postanowiłem przygotować sobie dokładną listę zakupową. Pozwala ona przynajmniej w pewnym stopniu ograniczyć gorączkę zakupową, bo pieniądze niestety nie rosną na drzewach w pobliżu hali (nawet jakby rosły to po pierwszym dniu by ich brakło ;)).

Otóż pozycje, które są na mojej liście do kupienia to:

1. Utopia – najnowsza gra duetu Arnaud Urbon i Ludovic Vialla - autorów Khronosa. Gry, która po zeszłorocznych targach zebrała tyle samo opinii chwalących co ganiących, a na ich podstawie dzieli się graczy na tych co Khronosa uwielbiają i tych, którzy uważają, że gra jest do niczego (no dobra, jest jeszcze trzecia grupa - Ci którzy nie grali). W związku z tym, że jestem w obozie tych co Khronosa lubią, muszę mieć kolejną grę jego autorów.


Utopia ma być grą, w której 2-5 graczy będzie wcielało się w rolę władcy legendarnej Utopii. Każdy władca chce zaprosić do swojej metropolii przedstawicieli różnych kultur – Greków, Persów, Gości z Dalekiego Wschodu itp., aby ci zamieszkali w jego mieście i wznosili tam wspaniałe budowle. Zanosi się ciekawie. Siup! Do koszyka.
Wszystkich zainteresowanych odsyłam na bloga autorów szczególnie mocno polecam części ze zdjęciami elementów.

2. TZAAR – najnowsza gra autorstwa Krisa Burma, która ma zastąpić TAMSKa w Projekcie GIPF. Grę opisywałem ostatnio, więc nie będę się rozwodził na jej temat. Jedyne co warto przypomnieć to to, że na Essen ma być przygotowana mała partia gry, ponieważ tytuł ma wejść do normalnej sprzedaży dopiero w 2008r.



3. CA$H’n GUN$: Yakuzas – dodatek do wspaniałej gry imprezowej, w której gracze wcielają się w gangsterów nie mogących się dogadać odnośnie podziału łupu. Dlatego też wyciągają pistolety i mierzą do siebie – cykory odpadają, zabici też (no, a jakby miało być inaczej) – zostają tylko najodważniejsi.
Sama podstawka przypadła mi do gustu na tyle, że dodatek przebił się do listy MUST HAVE. W pudełku ma być shotgun, katany i shurikeny (oczywiście wszystko wykonane z pianki ;)) Smaczku dodaje fakt, że do ograniczonej liczby egzemplarzy ma być dokładany promocyjny pistolet – piankowe UZI :D Aby mieć pewność, że taka atrakcja mnie nie ominie, zaklepałem sobie u wydawcy jeden z limitowanych egzemplarzy. A co!


4. CA$H’n GUN$: Live – Zmodyfikowana wersja CA$H’n GUN$, w która może brać udział ogromny tłum (ogromny tłum = maks. 20 osób). CA$H’n GUN$ - super, więcej CA$H’n GUN$ - bardziej super ;) O tej grze już można było przeczytać na naszej stronce, dlatego zapraszam do przeczytania artykułu.


5. Mr. Jack Expansion – pierwszy większy dodatek do Mr. Jacka, który ma składać się z 5 nowych postaci, dodatkowych zasad, oraz nowego ułożenia początkowego. Drogi nie powinien być, a wniesie ze sobą odrobinkę świeżości do Witechapel. Raz poproszę!

6. Magazyn Spielbox: Spielbox to obecnie największe niemieckojęzyczne czasopismo o grach planszowych, które jest znane między innymi z tego, że często do niego są dokładane mini dodatki do różnych gier. Numer, który w trakcie targów będzie najnowszym ma zawierać w sobie dodatek do Zooloretto. Gazetka droga nie jest, będzie można przynajmniej coś pooglądać, a dodatek zawsze się przyda.


I tutaj kończy się lista obowiązkowa. Nie zawiera ona może zbyt wiele pozycji, jednak jeżeli zsumuje się orientacyjne koszty tych tytułów to nic w tym dziwnego. Ale co mi tam! Targi są raz do roku, a byłem na nich ostatnio 2 lata temu!

Oczywiście poza listą zakupów obowiązkowych mam jeszcze listę zakupów opcjonalnych (jak będzie w dobrej cenie, jak mi zostaną pieniądze, jak w ogóle będzie). Jednak o tym napisze następnym razem ;)

22 września 2007

Szósta część GIPF Project w Essen

Kilka dni temu w anglojęzycznym serwisie BoardGameNews.com pojawiła się informacja, że na tegorocznych targach w Essen zaprezentowana zostanie szósta gra Projektu GIPF – serii gier logicznych, której autorem jest Kris Burm.
W związku z tym, że zarówno Grace, Thomas jak i ja jesteśmy dużymi miłośnikami serii, z wielkim zaciekawieniem przyjąłem tę informację, tylko jedna rzecz mi nie pasowała…

Szósta gra serii – PÜNCT została wydana w 2005!!!

Otóż okazało się, że z serii zostanie usunięta jedna z gier, a na jej miejsce zostanie wprowadzona nowa pozycja.

Tym nieszczęśliwym kozłem ofiarnym okazał się być TAMSK – druga gra wydana w ramach projektu i jedyna, która ma pudełko innych rozmiarów niż pozostałe 5 gier.
TAMSK jest dość specyficzną grą logiczną, ponieważ integralnym elementem jego mechaniki jest czas. Nie jest on jakimś tam zwykłym ogranicznikiem w stylu zegara szachowego, ale czymś co w istotny sposób wpływa na ruchy graczy. Podobno było mocno czuć, że gra w znaczący sposób odstaje od całej serii. Piszę „podobno”, ponieważ ani Grace, ani Thomas, ani ja nie potrafiliśmy tego wyczuć. Podobno zarzutem jest to, że pozostałe gry są „normalne” podczas gdy rozgrywka w TAMSKA przy reszcie Projektu przypomina topiące się lody.


Moim zdaniem (a podejrzewam, że Grace i Thomas poprą tę opinię) TAMSK jest na tyle ciekawą grą, że dość dobrze wpasowuje się do Projektu, a ten zarzut jest podany trochę na siłę.

Jednak Don & Co (wydawca Projektu) oraz Smart (firma, która obecnie przejęła od Don & Co opiekę nad Projektem) doszli do innego wniosku i TAMSK zostanie usunięty z Projektu i po nadaniu mu nowego wyglądu i nowej nazwy (!) zostanie wydany w 2008 jako osobna gra.

Jego miejsce ma zająć TZAAR. Opis gry zapewniony przez Smarta jest dośc lakoniczny „TZAAR to czysta gra strategiczna, idealnie wpisująca się w tradycję Projektu GIPF: ma jasne i proste zasady, które zapewniają dużą liczbę decyzji i możliwości a co za tym idzie wiele godzin strategicznej zabawy!”.

Na szczęście jeden z fanów Projektu wyciągnął odrobinę informacji od samego Krisa, który w ten sposób opisuje TZAARa:

"TZAAR to gra o podejmowaniu decyzji. Obaj gracze mają do dyspozycji po 30 pionów, podzielonych na trzy rodzaje: 6 x tzaar, 9 x tzarra oraz 15 x totts. Trzy rodzaje pionków tworzą trójcę: nie mogą istnieć bez siebie. Celem gry jest spowodowanie, że przeciwnikowi wyczerpią się pionki jednego rodzaju lub doprowadzenie do sytuacji, w której nie może on wykonać żadnego zdobycia. Podchwytliwe pytanie, z którym przyjdzie zmierzyć się graczom to: „Czy powinienem wzmocnić siebie, czy osłabić przeciwnika?”. Oznacza to: czy gracz powinien zdobyć pion przeciwnika (i w ten sposób osłabić go), czy też powinien wskoczyć swoim pionem na inny swój pion (i w ten sposób się wzmocnić)? Jeżeli gracz za często będzie decydował się na wskakiwanie, prawdopodobnie pozwoli przeciwnikowi utrzymać na planszy zbyt wiele pionów. Z drugiej jednak strony, jeżeli za często będzie wykonywał zdobycia, może w pewnym momencie okazać się, że na końcu gry jego piony będą zbyt słabe. Co więc czynić? Gracz sam musi podjąć decyzję!"

Dodatkowo opis ten można uzupełnić domysłami, że na pewno gra będzie rozgrywana na planszy w kształcie sześciokąta, a piony będą wykonane z bakelitu (ponieważ te cechy spełniają wszystkie pozostałe gry z Projektu).

Na samych targach ma być dostępnych jedynie 1000 numerowanych sztuk TZAARa - wszystkie podpisane przez samego Krisa. Większy nakład gry ma być dostępny w 2008 roku.

Z jednej strony nie mogę się doczekać zagrania w nową grę Krisa, jednak z drugiej denerwujące jest takie majstrowanie na siłę. Zobaczymy w praniu jak reszta fanów odbierze tę informację i jak zostanie przyjęta nowa gra.

20 września 2007

Condottiere - pierwsze zdjęcia

Na stronie internetowej wydawnictwa Galakta trwa obecnie (w momencie publikacji tego tekstu) przedsprzedaż najnowszej gry Condottiere, którą krakowska firma wydaje na licencji Fantasy Flight Games.
W związku z tym, że szczęśliwym trafem mam już swój egzemplarz polskiego wydania tego tytułu, postanowiłem zaprezentować wszystkim kilka zdjęć zawartości oraz opisać jak gra się prezentuje.

W pudełku z grą znajdziemy:
  • 110 kart
  • 1 planszę
  • 36 znaczników graczy
  • 1 znacznik Condottiere
  • 1 znacznik biskupa
  • instrukcję
Plansza jest niewielka (ma wymiary ok. 17,5cm x 26cm), ale wykonana solidnie. Wydrukowana została na grubym kartonie, który od spodu i po bokach jest podklejany. Miodzio.

Plansza przedstawiająca renesansowe Włochy.

Karty, jak to karty – zestaw 110 kart w rozmiarze pokerowym (identycznym jak karty w Cytadeli). Nie ma się do czego przyczepić – twardy ekranowany papier kartowy. In plus.

Karty. Od góry:
Najemnicy o wartościach 1-10
Zima, Wiosna, Kapitulacja, Biskup, Kukła, Dobosz
Bohaterka, Kurtyzana
Rewers kart

Znaczniki graczy to drewniane sześciany w 6 kolorach. Przycięte równo, pomalowane ładnie. Podobnie znaczniki Condottiere i papieskiej łaski – ładne drewniane pionki. Tutaj także nie ma się do czego przyczepić. Zresztą drewno zawsze dobrze się prezentuje w grach ;)

Instrukcja ma formę bogato ilustrowanej książeczki. Wszystkie przepisy są podparte przykładami, więc ze zrozumieniem zasad nie powinno być większego problemu.

A o co chodzi w grze?
Gracze wcielają się w role kondotierów – przywódców najemnych armii, walczących o zdobycie władzy nad włoskimi państwami – miastami.
Na początku każdej bitwy jeden z graczy wybiera region, o który będzie toczony bój. W ramach bitwy gracze tworzą swoje kompanie – podczas swojej tury gracz zagrywa na stół jedną odkrytą kartę lub pasuje. Kiedy wszyscy gracze spasują, sprawdza się, która kompania ma największą siłę (sumę kart). Jej dowódca zdobywa wygrany region.
Jednak samo zagrywanie kart z numerkami byłoby nudne i niewiele bardziej skomplikowane od znanej wszystkim wojny. Dlatego też w talii znajdują się karty specjalne, które na przykład zmniejszają do 1 wartość wszystkich kart najemników (najczęstszych kart w talii); zwiększają siłę najemników; karty powodujące odrzucenie najemników; oraz kilka innych.

Zwycięzca bitwy poza zdobyciem panowania nad regionem na ogół (ponieważ to także może zostać zmienione w wyniku zagrania pewnych kart) otrzymuje przywilej wyboru regionu, w którym będzie toczona następna bitwa.

Do tego podczas kolejnych bitew gracze często muszą korzystać z kart, które zostały im z poprzedniej bitwy, ponieważ nowe karty można dobrać dopiero na początku nowej rundy (czyli po tym, jak wszyscy gracze poza jednym pozbędą się wszystkich swoich kart).

Zwycięzcą zostaje gracz, który zdobędzie określoną liczbę regionów we Włoszech. Liczba ta waha się w zależności od liczby osób biorących udział w rozgrywce. I tak, przy 2-3 graczach zwycięża osoba kontrolująca 6 różnych regionów lub 4 regiony sąsiadujące ze sobą. Natomiast przy 4-6 graczach wygrywa osoba sprawująca władzę nad 5 dowolnymi regionami lub 3 regionami sąsiadującymi ze sobą.

Jakby tego było mało, w instrukcji zawarte są zasady opcjonalne, zmieniające rozgrywkę w różny sposób. Jedne zapewniają większy element blefu, inne zapewniają możliwość odbijania regionów, a jeszcze inne zmieniają mechanizm dobierania kart.

Ogólnie gra zapowiada się ciekawie i mam nadzieję zagrać w nią w ciągu najbliższym czasie :).

Warto dodać, że w Polsce została wydana III edycja gry, która od wcześniejszych różni się wprowadzeniem nowych kart, specjalnych wariantów oraz grafik.

Dla wszystkich narzekających na fakt, że znowu na nasz rynek wchodzi kolejna gra, której autorem jest ktoś z zagranicy, mam pocieszającą informację - otóż autorem grafik na kartach jest Tomasz Jędruszek! Rysownik znad Wisły, odpowiedzialny m.in. za grafiki wykorzystane w podręczniku i dodatkach do gry RPG "Monastyr".


Osoby zainteresowane pełnymi zasadami zapraszam do przeczytania instrukcji udostępnionej na stronie internetowej wydawnictwa Galakta.

18 września 2007

Pionkowe wieści

W ostatni weekend w Gliwicach odbyła się IV edycja Pionka - jedynej regularnej imprezy planszówkowej w południowej części Polski. Poza graniem w różnorakie tytuły zapewnione przez organizatora, jak i dostarczone przez samych uczestników, można było zapoznać się z różnymi ciekawostkami ze świata planszówek i usłyszeć co w trawie piszczy. A mianowicie:


• Na kilka dni przed Pionkiem, Ignacy Trzewiczek (główny organizator imprezy) zdradził, że na Pionku pojawi się tajemniczy Pan X, który ma być przedstawicielem nowego wydawnictwa, które jeszcze w tym roku ma wypuścić na rynek dwie gry, z czego jedna z nich to tytuł uhonorowany nagrodą Spiel des Jahres! Zanosiło się ciekawie :)

Otóż tajemniczym Panem X okazał się Jarosław Basałyga z wydawnictwa Egmont Polska. Tak, tak, znanego wszystkim wydawnictwa zajmującego się wydawaniem książek, komiksów i czasopism! Tytuły jakie w tym roku ma wydać firma Egmont to Niagara (Spiel des Jahres 2005) oraz Manila. Obie gry powstają w ramach współpracy z niemieckim wydawnictwem Zoch Verlag.
Zaraz po ogłoszeniu tytułów padły dwa podstawowe pytania: Za ile? Oraz Kiedy?
Za ile: Niagara – 99zł, Manila 129zł (są to ceny sugerowane, więc zapewne w wielu sklepach będzie gry można nabyć taniej)
Kiedy: Najpóźniej podczas Targów Książki w Krakowie (ostatni weekend października).
Jak widać tytuły duże i ceny też całkiem niezłe. Na naszym krajowym podwórku zaczyna robić się coraz ciekawiej! :D

Poza tym, zdementowane zostały plotki jakoby Egmont miał wydać w Polsce Starcrafta oraz najnowszą edycję gry Talisman. Te informacje były tylko wesołą twórczością fanów, którzy chcieli, aby ktoś wydał te gry w Polsce.

Jakby tego było mało, na Pionku zorganizowano turniej, w którym główną nagrodą jest polskie wydanie Niagary wraz z dodatkiem Diamentowy Joe, które to zostanie dostarczone zwycięzcy, jak tylko znajdzie się w kraju.
Część rozgrywek (w tym finały) odbywała się na specjalnej, pokazowej dużej wersji Niagary z drewnianą planszą, która robiła oszałamiające wrażenie.


Jednak Pionkowe rewelacje nie kończą się na tym jednym wydarzeniu!

• Na gliwickim spotkaniu z grami można było zapoznać się i (a raczej przede wszystkim) zagrać w najnowszą produkcję Granny – Mafię. Jest to wariacja znanej chyba wszystkim gry towarzyskiej, która została wzbogacona o wariant zaawansowany.


• Wydawnictwo Portal pokazało pierwsze egzemplarze plansze oraz wydruk okładki i żetonów do nowego wydania Neuroshimy Hex.




• Jak na każdym Pionku można było zagrać w masę prototypów, jednak najnowszym produktem byli Władcy Smoków autorstwa Ignacego Trzewiczka, które to mają ukazać się w jednym z październikowych numerów czasopisma Kaczor Donald.

IV edycja Gliwickiego Pionka upłynęła pod znakiem licznych plotek, nowości i wszystkiego tego co lubią gracze. Miejmy nadzieję, że kolejne edycje przyniosą wszystkim jeszcze więcej radości :)

15 września 2007

Q-Turn – gra w wersji kieszonkowej

Nadesłał: Khaox
Zdjęcia wykorzystane w tekście pochodzą z serwisu BoardGameGeek (zaczerpnięte za zgodą autorów)

Zaczęło to się rok temu, jadąc do rodzinnego miasta (3 godziny, PKP, trzęsie i nie wiadomo co ze sobą zrobić) stwierdziłem, że fajnie byłoby w coś zagrać... coś mieszczącego się w kieszeni, nie będącym klasyczną talią kart i na tyle taniego, że zgubienie elementów nie byłoby jakoś szczególnie odczuwalnie w finansach. Szybkie wyszukiwanie w serwisie BoardGameGeek dało kilka propozycji ... ta którą wybrałem to Q-Turn. Gra jest... jak by to ładnie powiedzieć... tyci, tyci, tycieńka. Składa się z 16 krążków oraz 4 pionków i pudełka, którym w oryginalnej wersji była tuba taka jak po filmie do aparatu fotograficznego. Wtedy kosztowała 10Euro... ale to już przeszłość. W chwili obecnej producent nie planuje wznowienia, więc opublikował w wersji elektronicznej materiały dostosowane do stworzenia własnego egzemplarza gry. Idea wspaniała, postanowiłem więc wesprzeć ją niniejszą mini recenzją.

Jak wspomniałem wcześniej podstawowym elementem gry jest 16 dysków średnicy 3cm z narysowanymi na nich 3 rodzajami strzałek. Na początku gry układamy je zakryte w formie macierzy 4x4 krążki. Każdy z graczy wybiera swój narożnik planszy (bez powtórzeń). Celem jest przejście pionkiem z własnego rogu do rogu przeciwnego i z powrotem. Proste, prawda? Może i tak by było gdyby plansza nie podlegała ciągłym zmianom, a nasze ruchy pewnym ograniczeniom.

Gracze na zmianę skaczą z pola na pole zgodnie ze strzałkami umieszczonymi na żetonach, na których stoją. Jeżeli wchodzą na żeton zakryty – odkrywają go. Każdemu rodzajowi strzałek przypisana jest pewna akcja w momencie wejścia na żeton oraz zasady dalszego ruchu, i tak:
Strzałka skierowana w jedną stronę: wchodząc na nią nie dzieje się nic specjalnego, jednakże zamiast ruchu możemy dowolnie obrócić żeton, na którym stoimy (oczywiście nie po skosie).
Strzałka w 2 strony: wchodząc na nią gracz może obrócić jeden dowolny żeton (poza tym na którym stoi) o 90stopni, przeciwnie do kierunku ruchu wskazówek zegara.
Q-Turn, czyli strzałka w 4 strony zwana apokalipsą. W momencie wejścia na niego WSZYSTKIE odkryte żetony obracamy o 90stopni przeciwnie do kierunku ruchu wskazówek zegara.

Ponieważ na żetonie może stać najwyżej jeden pionek zasady przewidują również alternatywny ruch zwany „podskokiem”. W momencie, kiedy jedna z (niekoniecznie jedyna) dróg wyjścia z żetonu na którym stoi gracz jest zajęta przez inny pionek może on „podskoczyć” i wykorzystać ponownie akcję żetonu na którym stoi tak, jakbyś na niego ponownie wszedł.


Moje odczucia w stosunku do gry zależą od tego czy weźmiemy pod uwagę jej cenę.. od “bardzo fajna” do “fajna”. Sama w sobie zasadniczo nie ma minusów. Troszkę strategii, konieczność przewidywania kilka kroków do przodu, troszkę chaosu spowodowanego obracaniem żetonów i tłokiem na planszy oraz losowość ograniczona jedynie do chwil, kiedy wchodzimy na zakryty żeton. Coś, co wygląda jak układanka mająca ambicję zostania grą strategiczną “dla wszystkich”. Niewątpliwym atutem gry jest jej wielkość i cena. Wydając 3zł na materiały dostajemy grę, w którą możemy zagrać na stoliku w pociągu, na ławce lub w przerwie wykładu, a po rozgrywce zmieścimy ją w małej kieszonce. Czy warto? Warto spróbować, zwłaszcza, że gra jest tańsza od czekolady... a o ile zdrowsza!

Tytuł: Q-Turn
Autor: Andrew Looney
Czas rozgrywki: 20minut
Liczba graczy: 2-4
Wydawca: Looney Labs

Ocena ogólna: 4/5
Wykonanie i grafika: w zależności od inwencji drukującego
Złożoność: 3/5

Linki:
Profil gry na BGG
Strona gry u producenta (w tym materiały niezbędne do wykonania samoróbki)

13 września 2007

Warsaw Open 2007

W miniony weekend w Warszawie odbyła się druga edycja Warsaw Open – imprezy planszówkowej zorganizowanej przez Stowarzyszenie Popularnych Gier Towarzyskich „Mariasz”. Jest to jedna z nielicznych imprez w Polsce, gdzie organizowane są równolegle turnieje gier klasycznych (np. Backgammon, Szachy, Kości, Kierki itd.), „współczesnych” gier planszowych (Osadnicy z Catanu, Carcassonne, Tantrix) oraz bitewniaków, a do tego przygotowana jest część targowa, na której swoją ofertę mogą zaprezentować krajowi wydawcy gier.

Zeszłoroczna edycja była niezwykle mocno krytykowana za słabą reklamę i byle jakie przygotowanie. Jednak była to krytyka zasłużona i w tym roku organizatorzy mieli się poprawić – czy im się udało?

Na Warsaw Open pojechałem, ponieważ zostałem poproszony przez właściciela krakowskiego wydawnictwa Galakta o poprowadzenie stoiska. Z związku z tym nie udało mi się wziąć udziału w turniejach, ale coś za coś.

Pierwsze wrażenie
Po przyjeździe na miejsce wszystko wyglądało dość dobrze – część targowa znajdowała się tuż obok miejsca, w której odbywały się turnieje. Dla wystawców zostały przygotowane specjalne boxy, a do rozgrywek turniejowych przygotowane były liczne stoły. Wszystko sprawiało naprawdę dobre wrażenie.

Część targowa widziana od góry (autor zdjęcia: Paweł Furman)

Lista wystawców także nie wyglądała źle, poza firmami produkującymi karty (Carta Mundi), wydawcami oferującymi gry dla dzieci (Trefl, Granna) znalazły się także wydawcy bardziej „dorosłych" gier (Lacerta, Grapet (wydawca Tantrixa oraz Traxa), czy wspomniana Galakta). Oczywiście każdy wystawca przygotował na tę okazję niezwykle promocyjne ceny na swoje produkty.
Do tego na odwiedzających czekała możliwość zobaczenia wspaniałych modeli statków z Gwiezdnych Wojen, których przygotowanie zajęło ponad trzy lata! Jakby tego mało, chętni mogli także spróbować swoich sił w prowadzeniu zdalnie sterowanych samochodzików oraz pilotowaniu helikopterów RC. Kompletu dopełniała obecność księgarni internetowej mającej w swojej ofercie gry, łamigłówki oraz książki o grach; składnicy harcerskiej, która oferowała różnego rodzaju modele; Empiku, który wystawił na swoim stoisku wszelakie gry; oraz kilku stowarzyszeń powiązanych z szachami oraz warcabami. Oferta może nie rzucająca na kolana, ale było w czym wybierać.

Na osoby mające brać udział w turniejach czekało przygotowanych wiele stolików, a lista turniejów składała sie z 20 pozycji. Trzeba przyznać, że całkiem nieźle.

Część turniejowa widziana od góry (autor zdjęcia: Paweł Furman)

A jak wyszło?
Od sobotniego ranka część turniejowa była oblegana dość mocno, za sprawą rozgrywanych mistrzostw w różnorakie tytuły. Natomiast część targowa była wyludniona przez cały dzień. Co jakiś czas pojawiała się zbłąkana duszyczka chcąca zobaczyć co też tam się dzieje. Niespecjalnie oblegany był też games room, gdzie można było pograć w różne tytuły zapewnione przez organizatorów oraz wydawców. Największym zainteresowaniem cieszyły się modele RC oraz ruletka.

Turnieje (autor zdjęcia: Paweł Furman)

Sobota była tak słabym dniem, że część wystawców (w tym Empik, Lacerta oraz TiS) postanowiła zrezygnować z wystawiania się w niedzielę.
Drugi dzień był odrobinę lepszy – w części wystawowej był większy ruch, a games room cieszył się tak dużym zainteresowaniem, że dostawiane były kolejne stoliki. Stało się to jednak nie za sprawą tego, że z Warszawy przybyła większa liczba mieszkańców zainteresowana imprezą, ale dlatego, że uczestnicy sobotnich turniejów przyszli skorzystać z „drugiej części” imprezy. Nawet finał, na którym, poza rozdaniem nagród, odbył się występ kabaretu Grzegorza Halamy nie przyciągnął specjalnie dużej liczby widzów.

Jak się okazało, winny był przede wszystkim brak jakiejkolwiek reklamy. Podobno w dzielnicy, w której odbywała się impreza były rozwieszane plakaty. Podobno, ponieważ Bazik, mieszkający ok. 400m od hali, nie znalazł nigdzie żadnej informacji o tym wydarzeniu, pomimo iż bywał w szkole i urzędzie, gdzie zgodnie z zapewnieniem organizatora miały wisieć rzeczone plakaty.

Jaka jest moja opinia o imprezie?
Warsaw Open miało potencjał stać się wielkim świętem planszówkowców z całego kraju. Możliwość zagrania w mistrzostwach z dobrymi nagrodami oraz szansa na poznanie oferty polskich wydawców powinna zachęcać, a nie odstraszać. Stało się jednak odwrotnie. W wielu turniejach liczba uczestników była mniejsza niż w zeszłym roku (w mistrzostwach Polski w Osadników z Catanu wzięło udział 18 osób, podczas gdy rok temu było ich dwa razy więcej!, a w turnieju Carcassonne wzięły udział cztery osoby), a pośród wystawców powszechne były głosy o próżnym wystawianiu się, ponieważ nikt tak naprawdę na imprezę nie przyszedł. Zresztą nic dziwnego, że liczba odwiedzających nie była zbyt wielka, bo skoro WO nie było wstanie przyciągnąć dużej liczby graczy ze stolicy, to co tu mówić o ściaganiu graczy z dalszych zakątków kraju.
Zamiast wielkiego ogólnopolskiego święta mieliśmy osiedlowy festyn zorganizowany za straszne pieniądze. Zamiast dużych targów mogących zapewnić reklamę, wydawcy otrzymali okazję spotkania się jedynie z częścią stałych klientów, którzy i tak dobrze znali ich ofertę. Wiele firm dość poważnie się zastanowi nad partycypacją w przyszłorocznej edycji (o ile taka będzie), ponieważ poza wydawaniem pieniędzy, nie przynosi ona im nic konkretnego.

Na osłodę
Żeby tekst ten nie był utrzymany w bardzo pesymistycznym nastroju, warto wspomnieć o ciekawostkach, z którymi można było zetknąć się na WO:

• Po raz pierwszy można było obejrzeć i zakupić polskie wydanie gry wspaniałej gry logicznej Blokus (która była jakiś czas temu opisana na naszym blogu), która na krajowym rynku znalazła się dzięki firmie Granna. Cena po jakiej gra była sprzedawana na targach to 99zł, natomiast cena w większości sklepów będzie wynosiła 120zł (Oczywiście wyjechałem z Warszawy z własnym Blokusem ;) ).
Poza tym można było usłyszeć kilka informacji o najnowszej grze Mafia, która już niebawem ma trafić do hurtowni i na sklepowe półki.



• Wydawnictwo Lacerta przygotowało specjalną promocję na targi - otóż każdy kto dokonał zakupu Książąt Florencji Brał udział w losowaniu gry Tygrys i Eufrat.

• Na stoisku Trefla można było zobaczyć jak wygląda gra Skarb Zakonu - pierwsza polska gra, w której elementem mechaniki jest płyta dvd odtwarzana podczas rozgrywki (niestety płyta leżała obok planszy, a nie byłą wsadzona, do żadnego odtwarzacza).

• Na stoisku Galakty można było (poza spotkaniem się ze mną ;))po raz pierwszy ujrzeć wielkoformatowy wydruk prezentujący okładkę kolejnego dodatku do Osadników – Miasta i Rycerze z Catanu, który ma ukazać się w okolicy listopada. Do tego chętni mogli zakupić zapasowe talie kart do Osadników, które mają być niedostępne w normalnej sprzedaży.


Ponadto WO było okazją na spotkanie się ze znajomymi z innych miast. Tylko czy do tego trzeba organizować imprezę której budżet to kwota, która ma więcej niż dwa zera, a wpisowe wynosi 26zł? Moim zdaniem nie bardzo.

Galeria stoisk:

Granna (autor zdjęcia: Paweł Furman)

Lacerta (autor zdjęcia: Paweł Furman)

Modelarnia.pl (autor zdjęcia: Paweł Furman)

Taktyka i Strategia (po prawej Carta Mundi) (autor zdjęcia: Paweł Furman)

Anime Gate, księgarnia Tropy.pl (stoisko wspólne z firmą Grapet) oraz Galakta

10 września 2007

Ramba Samba

Gra traktuje o pewnej roztańczonej gąsienicy Rambie, która wybiera się na doroczny karnawał do Rio. Chociaż fryzura Ramby jest nienaganna, a nóżki gotowe do tańca, to jednak gąsienicy brakuje właściwego ubrania. Zadaniem gracza jest odnalezienie właściwych ubrań i ubranie w nie gąsienicy, tak aby mogła wziąć udział w karnawałowym szaleństwie.

W dość dużym pudełku z grą znajdziemy planszę przedstawiającą gąsienicę Rambę przed szafą pełną fatałaszków; 21 drewnianych elementów symbolizujących kostiumy; 5 zielonych drewnianych elementów; worek i 21 wieszaków.

Ponieważ nigdy w życiu nie ubierałem jeszcze gąsienicy, z tym większą ciekawością przystąpiłem do gry.

Przed pierwszą rozgrywką nie zawadzi dobrze przyjrzeć się wymalowanej na planszy gąsienicy. Jest ona podzielona na 21 kolorowe odcinki odpowiadające kształtem drewnianym elementom kostiumów. Jeżeli w grze uczestniczą młodsze dzieci to dobrze jest ułożyć wszystkie elementy na gąsienicy, tak aby dokładnie poznać z jakich elementów składa się Ramba. Warto nadmienić, że każdy element jest inny – ma swój niepowtarzalny kształt.

Po tym wstępie możemy przystąpić do gry. Na początku wszystkie drewniane elementy wkładamy do worka, który umieszczamy na środku stołu. Wszystkie wieszaki umieszczamy w szafie znajdującej się na planszy.




Na dany znak wszyscy gracze wkładają ręce do worka i starają się wyciągnąć ogon gąsienicy. Gracz, który uzna, że ma w dłoni odpowiedni element krzyczy „stop!”, właściwy element umieszcza w odpowiednim miejscu planszy i w nagrodę otrzymuje wieszak. Jeżeli się pomylił, to pauzuje dając szansę pozostałym graczom. Po ułożeniu ogona zaczyna się następna runda, w której gracze szukają elementu bezpośrednio sąsiadującego z ogonem i tak dalej, aż do ułożenia całej gąsienicy. W trakcie gry, gracze powinni unikać wyciągania zielonych elementów, gdyż nie pasują one do żadnego miejsca na planszy.

Gra kończy się, kiedy gąsienica Ramba zostanie ułożona w całości. Gracz, który zdobył najwięcej wieszaków zostaje najlepszym przyjacielem Ramby i wygrywa grę.

Ot i cała gra… Pora na podsumowanie. Gra oczywiście adresowana jest dla dzieciaków i to stosunkowo młodych. I tu pierwszy problem. Z czterolatkami nie ma według standardowych reguł zabawy. Dlaczego? Tak małe dzieci nader często nie potrafią jeszcze właściwie rozpoznawać tak mało zróżnicowanych elementów. Rozgrywka według standardowych reguł trwałaby godzinami. Dlatego wprowadzono dwa warianty uproszczone. W pierwszym nie używa się woreczka – wszystkie elementy są widoczne przez co zabawa zmienia trochę charakter. Teraz zamiast manualnego rozpoznawania liczy się spostrzegawczość. W drugim układamy na planszy połowę gąsienicy, a do worka wrzucamy jedynie połowę elementów, przez co zabawa staje się prostsza. Drugi problem polega na tym, że trudno w tą grę o uczciwą rywalizację jeżeli dzieci dzieli zbyt duża różnica wieku. Najlepiej więc żeby gracze byli rówieśnikami. Wtedy emocjonująca rywalizacja gwarantowana.
Chociaż Ramba Samba nie jest w swoich założeniach grą rewolucyjną (pomysł rozpoznawania przedmiotów przez dotyk realizuje cała masa gier – choćby popularna pozycja Granny „Kot w worku”), to jednak odmienny sposób realizacji pomysłu i bardzo wysoka jakość wykonania sprawia, że tytuł jest godny polecenia i na pewno może być pomocny w kształtowaniu zdolności manualnych (poznawanie przez dotyk) dziecka. Polecam.

Tytuł: Ramba Samba
Autor: Rita Franz
Liczba graczy: 2-4
Czas rozgrywki: 15-20 min.
Wiek graczy: od 4 lat
Wydawca: Zoch

Ocena ogólna: 4/5
Wykonanie: 5/5
Złożoność: 2/5

7 września 2007

Koniec wakacji, początek wakacji

Niedawno przyszedł wrzesień – dzieciaki starsze i młodsze ruszyły radośnie (lub nie) do szkół. Studentom zaczęły się egzaminy poprawkowe i nie tylko. Nawet pogoda postanowiła obwieścić nam wszystkim – KONIEC WAKACJI!

Także dla mnie w pewnym sensie jest to koniec wakacji. Koniec wakacji związanych z moim drugim hobby – szeroko pojętym kuglarstwem. W ostatni weekend zorganizowaliśmy ze znajomymi w Krakowie zawody w trialu monocyklowym (informacje i relacje możecie znaleźć na Jednym Kole – blogu monocyklowym, na który zdarza mi się pisać), które były ostatnią imprezą jaką miałem w planie „zaliczyć” w trakcie sezonu letniego. Poza tym w ciągu ostatnich dwóch miesięcy odwiedziłem kilka miejsc w całym kraju, gdzie byłem na kilku imprezach związanych z tym hobby. Dwa razy nawiedziłem Gliwice przy okazji Festiwalu artystów ulicznych „Ulicznicy”; raz byłem w Ostródzie na Festiwalu ognia; zahaczyłem też o Grunwald, gdzie pomagałem w organizacji konkursu fireshow Flames of the night. Jakby tego było mało to byłem także w Iłży, na małym i bardzo kameralnym festiwalu, który dał wszystkim odpocząć po sezonie. Mówiąc krótko – trochę tego było! Na każdej z tych imprez w mniejszym lub w większym stopniu wciągałem ludzi w moje drugie hobby – gry.

Przyszedł jednak wrzesień, kuglarskie wakacje się skończyły. Koniec jeżdżenia, teraz każdy zaszywa się na treningach u siebie w mieście, żeby pokazać coś w przyszłym sezonie.

Jednak zawsze jak jedno się kończy to drugie się zaczyna!

Przyszedł wrzesień i wakacje rozpoczęły się dla mnie na nowo - bardziej planszówkowo (bardziej, bo przez całe wakacje grałem)! Już dzisiaj jadę do Warszawy na Warsaw Open, a w następny weekend wybieram się do Gliwic na kolejną edycję Pionka – jedynego konwentu planszówkowego w południowej części kraju. Potem prawdopodobnie czeka mnie jeden mały wypad poza Kraków do hodowli Border Collie, ale poza tym mam zamiar do końca miesiąca przede wszystkim grać! Mam nadzieję, że Ci, których „dopadł” koniec/początek wakacji także będą mieli na to okazję, w końcu planszówki są czymś, co jest idealne na każdą porę roku! Zwłaszcza, że ostatnie deszcze nie nastawiają do wychodzenia z domu. Lepiej usiąść przy stole z przyjaciółmi, mieć w pobliżu (jednak bezpiecznie daleko od gry!) kubek z ciepłą herbatą i dobrze się bawić.

A więc we wrześniu „Będzie się grało!” :)

Poza tym przypominam, że do końca września trwa nasz Konkurs wakacyjny!

5 września 2007

Kto zaczyna?

Czytając instrukcje do gier bardzo często spotykamy się z określonym sposobem wyłaniania pierwszego gracza, czyli osoby, której przyjdzie rozpocząć całą zabawę. W grach logicznych jest to na ogół osoba, która zaczyna grę określonym kolorem. W przypadku gier z elementem losowym wyrażonym w postaci kostki jest to osoba, która wyrzuci najwięcej oczek. W przypadku gier dla dzieci jest to gracz najmłodszy lub najstarszy, zaś w większości gier karcianych jest to osoba siedząca po lewej stronie rozdającego.

Czasami jednak osoby spisujące instrukcje puszczają wodze fantazji i zapewniają nam bardziej wymyślny sposób wyłonienia pierwszego gracza. W ciągu ostatnich kilku dni przeglądnąłem kilkadziesiąt instrukcji do gier i wypisałem z nich co oryginalniejsze sposoby, czego efektem jest poniższa lista:

Zagadnienia związane z ciałem i jego cechami
- osoba najbardziej przypominająca goblina (Kragmortha)
- osoba najbardziej przypominająca krasnoluda (Saboteur)
- osoba najbardziej przypominająca koalę (Koala)
- gracz najniższy (Dolmengoetter)
- gracz z najkrótszymi palcami (Dschamal)
- gracz z najdłuższymi włosami (Haste Bock)
- gracz o sokolim wzroku (Apache)
- gracz, któremu najbardziej trzęsą się dłonie (Bamboleo)
- gracz, który podskoczy najwyżej (Eiertanz)

Zagadnienia pośrednio związane z bogactwem:
- gracz z największą kolekcją płyt CD (Megastar)
- gracz mieszkający w największym mieszkaniu (For Sale)
- gracz posiadający najładniejszą biżuterię (Naszyjnik królowej)
- właściciel gry (Neuroshima Hex)

Zagadnienia związane z cechami charakteru:
- najodważniejszy (King Arthur kartenspiel)
- gracz z największym zacięciem w oczach (Saloon)

Zagadnienia „kulinarne”:
- najbardziej spragniony (Goldbrau)
- najgłodniejszy (Gulo gulo)

Zagadnienia podróżnicze:
- najbardziej doświadczony podróżnik (Ticket To Ride)
- gracz, który jako ostatni zwiedzał zamek lub pałac (Um krone und Kragen)
- gracz, który jako ostatni zwiedzał katedrę (Filary ziemi)
- gracz, który jako ostatni zwiedzał zamek (Burg Appenzell)
- gracz, który jako ostatni był w Londynie (Portobello Market)
- gracz, który jako ostatni był na wsi (Wilki i owce)
- gracz, który jako ostatni widział żywego kurczaka (Gloria Picktoria)

Zagadnienia pozostałe:
- ten, kto najgłośniej krzyknie „Ole!” (Salamanca)
- najsmutniejszy (Ein Arsch kommt Selten Allein)
- najmądrzejszy (Himalaya)
- najbardziej niezdarny gracz (Der Elefant im Porzellanladen)
- najgrzeczniejszy z graczy (Engel & Bengel)
- osoba siedząca najbliżej drzwi

Jak widać twórcom instrukcji nie brakuje pomysłów. Już podczas czytania instrukcji na naszej twarzy zagości uśmiech, kiedy czytamy w jaki sposób wyłania się w danej grze gracza rozpoczynającego. I dobrze, bo takie małe akcenty są właśnie tym, co sprawia wszystkim dużo szczęścia :)

Jednak nie wszystkim wystarcza zwykły wybór – właśnie dla takich osób została stworzona gra Start Player, pozwalająca na ustalenie kto rozpoczyna. Tylko kto ma rozpocząć grę w Start Player? ;)

Może jednak Wy macie jakieś własne ulubione sposoby wyłaniania gracza rozpoczynającego, których nie ma na tej liście? Jeżeli tak – podzielcie się z innymi!

Osobom chcącym bardziej drążyć tematykę rozpoczynania gier polecam TĘ stronę. Znajdziecie tam naprawdę dużo ciekawych sposobów na wyłonienie gracza rozpoczynającego.

3 września 2007

Żabi król (Froschkönig)

Pomiędzy żabami od niepamiętnych wieków krąży legenda, że dawno temu zła czarownica rzuciła urok na słodziutką małą żabkę i zamieniła ją w księżniczkę. Od tego czasu wszystkie żaby wierzą, że pewnego dnia, jednej szczęśliwiej żabie uda się pocałować księżniczkę dzięki czemu zamieni się ona z powrotem w najpiękniejszą żabkę na świecie, a żabi szczęściarz dostanie pół królestwa, pięknego płaza za żonę, a na weselnej uczcie furorę zrobią żabie udka… Ech, aż strach pomyśleć jakie legendy krążą wśród gadów...

Froschkönig na szczęście jest całkiem sensowną grą. Solidne kartonowe pudełko zawiera 72 patyczki o różnej długości w jednym z 4 kolorów; 4 lniane woreczki; 1 most, 1 księżniczkę, 4 żabki oraz planszę. Patyczki symbolizują żabie języki (tak, tak – pocałunek dokona się żabim języczkiem).




Na początku gry, każdy z graczy wybiera swój kolor. Następnie bierze żabkę i woreczek z 18 patyczkami w wybranym przez siebie kolorze. Żabki ustawiamy obok planszy, wzdłuż początkowej krawędzi planszy, a księżniczkę po przeciwnej stronie w dowolnej odległości (np. dwóch długości planszy). Most ustawiamy na żółtej linii na planszy. Na planszy znajduje się jeszcze jedna linia zwana linią much.

Gra przebiega w rundach. Każdy gracz ocenia „na oko” ile wynosi odległość od mostu do muchy (linii much). Następnie gracze losują bez podglądania dwa patyczki ze swojego woreczka. Te dwa patyczki, ułożone jeden za drugim powinny być możliwie najbliższe odległości od mostu do linii much. Gracz, który był najbliżej prawdy dodaje dłuższy z patyczków do języka swojej żaby. Gracz na drugim miejscu dodaje krótszy z wybranych przez siebie patyczków. Wszyscy pozostali gracze pomylili się w tej rundzie i nie mogą dodawać patyczków do języków swoich żabek.

Gracz, którego żaba ma aktualnie najkrótszy język przesuwa most. Most może być przesunięty w dowolne miejsce pomiędzy przerywaną jasnoniebieską linią i żółtą linią graniczną.

Gracz, którego żabi język jako pierwszy dotknie księżniczki, a co za tym idzie pocałuje ją, wygrywa grę.



Dla młodszych dzieci (tj. 4-5 latków) przewidziany jest prostszy wariant rozgrywki. Najpierw każde dziecko umieszcza na planszy jeden patyczek i decyduje, czy dołożyć drugi. Przy wybieraniu patyczka wolno patrzeć w worek. Gdy dziecko wybierze i wyciągnie patyczek z woreczka, to już musi go umieścić na planszy. Jeżeli najlepszy i drugi w kolejności gracz używają tylko po jednym patyczku, to później umieszczają je z przodu swoich żab.

Czas na podsumowanie. Gra jest solidnie wydana. Nie będę piał nad nią szczególnych hymnów pochwalnych, bo… nie ma nad czym. Patyczki, woreczki, żabki i mała plansza oraz kartonowa księżniczka zapewne nikogo na kolana nie rzucą. Z drugiej jednak strony takie są założenia gry i żadnych wodotrysków więcej nie trzeba. Dla małych dzieci gra stanowi świetną rozrywkę i… dość poważne wyzwanie. Dla maluchów nie jest prostą sprawą ocenianie odległości i dopasowywanie do niej patyczków odpowiedniej długości. Dzieciaki jednak szybko się uczą i po pewnym czasie rozgrywka staje się coraz bardziej wyrównana. Rzecz jasna z dorosłymi rzadko mają jakiekolwiek szanse. Jednak rywalizacja z rówieśnikami sprawia im niesamowitą frajdę. Polecam spróbować!

Tytuł: Froschkönig
Autorzy: Uwe Rapp, Bernhard Lach
Liczba graczy: 2-4
Czas rozgrywki: 15-20 min.
Wiek graczy: od 5 lat
Wydawca: Zoch

Ocena ogólna: 4/5
Wykonanie: 4/5
Złożoność: 2/5

1 września 2007

Coloretto game system

Ostatnio, w związku z wypuszczeniem na rynek Stonehenge uwaga graczy została ponownie zwrócona na tzw. game systems. Systemówki (bo tak można je nazwać po polsku) to zestawy elementów umożliwiające grę w więcej niż jedną grę. Najpopularniejszymi i najbardziej znanymi systemówkami są talia kart oraz szachownica z pionami. Innymi, trochę mniej znanymi nad Wisłą są Piecepack oraz Treehouse.

Na rynku znajduje się także kilka pozycji, które mają w sobie potencjał umożliwiający w rozgrywkę w niż jeden tytuł. Na ogół zauważają go sami gracze, którzy używają jednej gry do rozgrywki w coś zupełnie innego niż założył sobie wydawca. Właśnie tak też jest z kameleonem…

Coloretto, bo to właśnie o nim traktuje ten tekst, jest bardzo prostą talią składającą się z kilku kolorów, jokerów, kart +2 oraz kart pomocniczych - razem 90 kart. Niby nic wielkiego, a jednak! Już dwukrotnie na łamach Krainy Gier zostało udowodnione, że talia z kameleonem doskonale się nadaje do rozgrywania innych gier. Chodzi mi tutaj o gry Pit! oraz BLAFuj, w które to można zagrać kameleonami praktycznie bez żadnego dodatkowego przygotowania! (No, może poza zaznajomieniem się z zasadami i wydzieleniem odpowiednich kart.)

Dzieje się tak m.in. dlatego, że w Coloretto mamy do dyspozycji 7 różnych kolorów (a nawet 8, jeżeli weźmiemy pod uwagę karty +2) czyli prawie dwukrotnie więcej niż w zwykłej talii kart. Taki układ sprawia, że Coloretto nadaje się do gier, w których potrzeba więcej niż 4, czy 5 kolorów.
Poniekąd „wadą” tego zestawu jest to, że karty w ramach koloru są identyczne. Gdyby były dodatkowo oznaczone symbolami, bądź ponumerowane ich siła na pewno by wzrosła. Osobiście nie mam jednak serca do „poprawiania” tych braków pisakiem – może ktoś inny się odważy ;)

Dla osób, które są skłonne poprawiać Coloretto poprzez oznaczanie kart, czy dodawanie elementów horyzont gier, w które można zagrać przy pomocy kameleonów, rośnie w znaczący sposób. Przykładem gry, w która można zagrać przy pomocy tuningowanego Coloretto jest np. Toru (wystarczy dodać smoki, oraz żetony do losowania kolorów smoków).

Tekst ten ma na celu tak naprawdę sprowokowanie Was do kombinowania i dzielenia się swoimi spostrzeżeniami. Sam kupiłem Coloretto pod wpływem wc, który pokazał mi, że przy pomocy tej talii da się zagrać w Pit! Odkrycie każdej kolejnej gry na tę talię sprawia mi masę radości i udowadnia, że Coloretto fajne jest.

A więc kolej na Was: może znacie inne gry, które da się przenieść na kameleona? Może sami wymyśliliście jakąś grę, w która można zagrać tą talią? Zapraszam do dyskusji. No i pamiętajcie:

„Don't underestimate the power of the chameleon”

P.S.
Czarny Piotruś się nie liczy ;)