Hart an der Grenze
Tego dnia, zresztą jak zwykle w tym rejonie, było piekielnie gorąco. Powietrze falowało unosząc się nad rozgrzanym piaskiem, który parzył stopy mimo najgrubszych podeszew. Nawet sępom nie chciało się za bardzo latać w taką pogodę i postanowiły spokojnie poczekać na ewentualną ofiarę siedząc na gałęzi martwego drzewa. Jedynie kaktusy pozostały niewzruszone na ukrop i majestatycznie wystawały z piasku, szczerząc we wszystkie strony swoje ostre igły.W oddali widać było chmurę kurzu. To do granicy zbliżała się grupa turystów wracających z wycieczki.
Hart an der Grenze to gra dla 3-6 graczy, za stworzenie której odpowiedzialni są dwaj Brazylijczycy: André Zatz oraz Sérgio Halaban. Podczas rozgrywki grający wcielają się na zmianę w rolę celników oraz turystów, którzy wracają do domu z wycieczki po egzotycznym kraju. Oczywiście mają w swoim bagażu kilka pamiątek oraz fantów, które zamierzają sprzedać po powrocie do kraju. Czy jednak uda się je przewieźć przez granicę?
Pudełko i jego zawartość
W pudełku identycznym wielkościowo jak pudełko Osadników z Catanu czy Filarów ziemi znajdziemy:
Zasady gry
Rozgrywka składa się z 3 rund, a podczas każdej z nich każdy z grających raz jest przedstawicielem służb celnych. Każdy gracz otrzymuje na początku rozgrywki walizkę, początkową pulę pieniędzy oraz po jednym białym i czerwonym znaczniku. Wszyscy gracze poza celnikiem otrzymują po 5 kart, z których część lub wszystkie umieszczają w swojej walizce. A co znajduje się na kartach? Ano są to fanty jakie można znaleźć na wycieczce w zagranicznym kraju. Mamy więc sombrero, dzbanki, marakasy, cygara, butelki z tequilą oraz złote inkaskie statuetki.
Na posterunku był tylko jeden celnik. Niezbyt ciekawy typ, którego twarz była pokryta kilkudniowym zarostem. Widać wyraźnie było, że nie pała zbytnią miłością do swej pracy, a służbowy uniform traktował jak ubranie robocze, nad którego czystością nie trzeba pochylać się zbyt bardzo. Zresztą kto by interesował się brudną koszulą w taki upał.
¿A dónde? (Gdzie?) – odezwał się cennik, a z jego ust buchnęła woń taniego alkoholu spożywanego w ilościach hurtowych.
Do domu panie władzo. Z wycieczki wracany. – odpowiedział jeden z turystów. W jego głosie wyraźnie dało się wyczuć zdenerwowanie.
Kiedy wszyscy grający umieszczą w swoich kuferkach karty do działania wkracza celnik, który po kolei wypytuje wszystkich turystów cóż to mają w swoich bagażach. Jednak problem polega na tym, że wolno zadeklarować tylko jeden rodzaj dobra i to tylko jednego z trzech legalnych rodzajów – dzbanków, marakasów i sombrero. Niezależnie od tego czy gracz ma w swoim metalowym kuferku 1 statuetkę, 2 cygara czy tequilę, musi powiedzieć celnikowi, że ma sombrero, marakasy lub dzbanki. Jedyne co musi być zgodne z prawdą to liczba kart znajdujących się w walizeczce. Reszta to już zupełnie inna sprawa… (a mama mówiła, że nieładnie jest kłamać). Warto też zaznaczyć, że nie wszyscy kłamią i podczas rozgrywki czasem gracze deklarują dokładnie to co przewożą.
Po przesłuchaniu wszystkich, celnik musi wybrać jedną osobę, która jego zdaniem najbardziej rozminęła się z prawdą i zaglądnąć do jej bagażu. Jeżeli zrewidowany faktycznie kłamał, musi zapłacić karę, której wysokość jest uzależniona od wartości kontrabandy. Natomiast jeżeli celnik niesłusznie oskarżył turystę to należy mu wypłacić rekompensatę. (Jak pan śmiał mnie oskarżyć!)
A co ma w bagażu? Pewnie same frykasy?
Ee, gdzie tam. Sombrero dla dzieci i marakasy dla żony.
Nie wygląda na takiego co wozi stare czapki i grzechotki. Niech no otworzy walizkę! ¡Abre! (Otwierać!) Rewizja!
Jednakże gracz wcale nie musi biernie stać i patrzeć, jak spomiędzy jego bielizny (bokserek w serduszka ;o)) znikają wartościowe statuetki czy butelki z wysokoprocentowym trunkiem. Może spróbować przekonać celnika, że nie warto tracić czasu na przeglądanie jego bagażu. W tym celu ma pliczek banknotów i wrodzony dar przekonywania.
Ależ szanowny panie, czy to aby konieczne? Tu jest tak gorąco, człowiek chciałby się ulotnić gdzieś do cienia i ochłodzić... (rzekł turysta wyciągając z kieszeni plik banknotów, ułożył go w wachlarzyk i począł się nim chłodzić).
Gorąco, gorąco, ale takim plikiem to może co najwyżej sępowi powachlować…
Proszę mi wybaczyć moją nieudolność! Jakżem śmiał obrażać szanownego pana. (Turysta sięgnął do kieszeni po kolejne kilka banknotów). Bo wie pan, nie chciałbym się spóźnić na samolot. W domu mama umiera i płacze rodzeństwo. To dla nich te dzbanki.
No to niech się spieszy, coby jeszcze za późno nie było. ¡Buen viaje! (Udanej podróży!)– mruknął celnik chowając do kieszeni banknoty wyjęte z dłoni turysty.
I tak trwają 3 rundy, podczas których każdy z grających raz jest celnikiem. Po każdym transporcie gracze uzupełniają do 5 liczbę kart na ręce, a odznaka celnika jest przekazywana do następnej osoby). Po każdej z rund gracze sprzedają towary które udało im się przewieźć, przy czym mogą odłożyć kilka kart, aby spróbować sprzedać je na końcu gry za podwójną cenę. Na koniec rozgrywki gracze ujawniają zatrzymane karty i sprawdzają czy udało im się je sprzedać (uzależnione jest to od zapotrzebowania na przedmioty, oraz tego jak wielu graczy zatrzymało dany rodzaj dobra). Wygrywa gracz, który ma na końcu najwięcej pieniędzy.
I turysta pognał w siną dal, jakby obawiał się, że celnik się rozmyśli i postanowi go zrewidować. Za te butelki tequili i inkaskie statuetki, które miał przy sobie mógł otrzymać niezłą kasę na czarnym rynku, ale kara za ich przewożenie też mała nie była.
Celnikowi jednak nie to było w głowie. Właśnie do granicy zbliżała się kolejna grupa „turystów”. Ciekawe co Ci będą wozić – sombrero, marakasy czy dzbanki…
Ostatnia rzecz, o której należy wspomnieć to dwa znaczniki posiadane przez graczy. Otóż podczas całej rozgrywki gracz może raz przeprowadzić dodatkową kontrolę zgodnie z normalnymi zasadami (biały znacznik z gwiazdą) lub może wykorzystać „lepką rękę” (czerwony znacznik z symbolem dłoni) i zwędzić z jednego bagażu towary, które nie zostały zadeklarowane do oclenia, a potem samemu sprzedać je na końcu rundy.

Wrażenia z rozgrywki
Jak widać po skróconym opisie zasad, Hart an der Grenze grą dla dzieci raczej nie jest. Pomimo tego, że na pudełku znajduje się informacja, że sugerowany wiek 10 lat to nie ryzykowałbym rozgrywek z istotami w tym wieku, głównie dlatego, aby uniknąć wyjaśnień dlaczego panu celnikowi nie mówimy prawdy i dlaczego dajemy mu pieniążki kiedy ten wie, że kłamiemy. Trochę to niepedagogiczne. Jednak jeżeli pominiemy ten fakt to w odpowiednim gronie…
Gra jest rewelacyjna. Czy nie jest wspaniałym spędzanie wspólnie czasu przy stole na małej kontrabandzie? Za każdym razem, gdy zbliżamy się do granicy to czujemy mały dreszczyk emocji i zastanawiamy się czy celnik nam uwierzy czy nie. Jeżeli uwierzy to problem z głowy, gorzej jak zechce nas zrewidować. Wtedy musimy użyć naszego daru przekonywania oraz dostępnych środków, aby go od siebie oddalić. A gdy celnik sięga swoją lepką ręką do naszego bagażu to pozostaje nam tylko kwiczeć ze smutku za naszymi skarbami. Cóż – życie.
Miałem tę przyjemność, że udało mi się zagrać w „granicę” wiele razy i to z różnymi grupami osób. Na szczęście zdecydowana większość grających zawsze łapała klimat gry i wczuwała się w swoje role. Ile to razy na granicy był kochający ojciec wracający do 10 tęskniących dzieci, albo bogaty biznesmen spieszący się na samolot. Jednak najbardziej w pamięć wryły mi się dwie rozgrywki – jedna, podczas której znajomy Amerykanin udawał księdza i był wielce oburzony tym, że ktoś śmie podejrzewać go o kontrabandę; oraz druga, gdzie pojedyncza runda została przeprowadzona na migi (spróbujcie ustalić na migi kwotę łapówki). Zabawa jest przy tym naprawdę przednia.
Pomimo tego, że rozgrywka potrafi czasem trwać około półtorej godziny (głównie przez negocjacje z celnikiem, który ma bardzo małą pensję podstawową) to wszyscy doskonale się bawią. Osoby, które nie są nagabywane przez celnika często muszą powstrzymywać od wybuchania co rusz salwami śmiechu i nie raz muszą łapać się za brzuch. W końcu umiejętnie wygłoszone teksty o „dzbankach z wyprzedaży”, czy „sępach co lubią chodzić stadami” (na banknotach dostępnych w grze narysowane są symbole sępów) rozbawią nawet największego sztywniaka.
Jednak warto położyć nacisk na to co napisałem powyżej – dzieje się tak tylko w odpowiednim gronie. Jeżeli nasza grupa to osoby nie lubiące grać innych postaci i preferujące raczej ciężkie tytuły to rozgrywka może raczej irytować niż śmieszyć. Zwłaszcza kiedy wszyscy siedzą przy stole strasznie poważnie i nikt nie odważy się zaśmiać.
Do tego trzeba powiedzieć wprost, że gra specjalnie tania nie jest. Jeżeli spojrzymy na cenę jedynie przez pryzmat tego co znajdziemy w pudełku to zdecydowana większość osób powie, że cena jest strasznie wygórowana. W końcu płacić 30 euro za plik banknotów, trochę więcej niż dwie standardowe talie kart, 6 kuferków i garść znaczników to rozbój w biały dzień. Jednak na szczęście przyjemność płynąca z rozgrywki potrafi zredukować ból wynikający z wydania tak dużej kwoty na tak małą liczbę elementów.
Tak naprawdę dużo bym mógł jeszcze napisać o tej grze i zdecydowana większość byłyby to moje pozytywne opinie na jej temat. Związane jest to z tym, że spędziłem już przy niej wiele godzin, za każdym razem dobrze się bawiąc, a przecież to jest najważniejsze. Jeżeli będziecie kiedyś mieli okazję wypróbować tę grę to nie odmawiajcie! Naprawdę warto!
Podsumowanie
Hart an der Grenze to wspaniała luźna gra dla 3-6 osób, które chcą spędzić wesoło czas mając przy tym masę dobrej zabawy. Jeżeli masz ochotę pośmiać się, a przy tym spróbować kontrabandy oraz sprawdzić jak to jest korumpować celnika to gra jest dla Ciebie. Zwłaszcza jeżeli masz już dość zręcznościówek w stylu Jungle Speeda.
Jeżeli jednak Twoi współgracze nie lubią luźnych gier do tego odrobinę brakuje im dystansu do siebie to lepiej nie zaprzątaj sobie tą grą głowy. Zwłaszcza, że nie należy ona do najtańszych pozycji na rynku.
No i pamiętajcie – lepiej nie pokazujecie tego dzieciom! Niech jeszcze kilka lat pozostaną pod kloszem i unikną brutalnej rzeczywistości.
A tymczasem, pokażcie co macie w bagażu ;o)
P.S.
Jako ciekawostkę warto dodać, że w Brazylii zakazano sprzedaży gry twierdząc, że szkodzi ona wychowaniu dzieci. W świetle raportów o korupcji na świecie to wychodzi, że to jedynie propaganda.
Pudełko i jego zawartość
W pudełku identycznym wielkościowo jak pudełko Osadników z Catanu czy Filarów ziemi znajdziemy:
- 6 metalowych walizeczek
- 140 kart
- 100 papierowych banknotów w 6 nominałach
- 12 drewnianych znaczników (po 6 w kolorze białym oraz czerwonym)
- 1 odznakę celnika
- instrukcję
Zasady gry
Rozgrywka składa się z 3 rund, a podczas każdej z nich każdy z grających raz jest przedstawicielem służb celnych. Każdy gracz otrzymuje na początku rozgrywki walizkę, początkową pulę pieniędzy oraz po jednym białym i czerwonym znaczniku. Wszyscy gracze poza celnikiem otrzymują po 5 kart, z których część lub wszystkie umieszczają w swojej walizce. A co znajduje się na kartach? Ano są to fanty jakie można znaleźć na wycieczce w zagranicznym kraju. Mamy więc sombrero, dzbanki, marakasy, cygara, butelki z tequilą oraz złote inkaskie statuetki.
Na posterunku był tylko jeden celnik. Niezbyt ciekawy typ, którego twarz była pokryta kilkudniowym zarostem. Widać wyraźnie było, że nie pała zbytnią miłością do swej pracy, a służbowy uniform traktował jak ubranie robocze, nad którego czystością nie trzeba pochylać się zbyt bardzo. Zresztą kto by interesował się brudną koszulą w taki upał.
¿A dónde? (Gdzie?) – odezwał się cennik, a z jego ust buchnęła woń taniego alkoholu spożywanego w ilościach hurtowych.
Do domu panie władzo. Z wycieczki wracany. – odpowiedział jeden z turystów. W jego głosie wyraźnie dało się wyczuć zdenerwowanie.
Kiedy wszyscy grający umieszczą w swoich kuferkach karty do działania wkracza celnik, który po kolei wypytuje wszystkich turystów cóż to mają w swoich bagażach. Jednak problem polega na tym, że wolno zadeklarować tylko jeden rodzaj dobra i to tylko jednego z trzech legalnych rodzajów – dzbanków, marakasów i sombrero. Niezależnie od tego czy gracz ma w swoim metalowym kuferku 1 statuetkę, 2 cygara czy tequilę, musi powiedzieć celnikowi, że ma sombrero, marakasy lub dzbanki. Jedyne co musi być zgodne z prawdą to liczba kart znajdujących się w walizeczce. Reszta to już zupełnie inna sprawa… (a mama mówiła, że nieładnie jest kłamać). Warto też zaznaczyć, że nie wszyscy kłamią i podczas rozgrywki czasem gracze deklarują dokładnie to co przewożą.
Po przesłuchaniu wszystkich, celnik musi wybrać jedną osobę, która jego zdaniem najbardziej rozminęła się z prawdą i zaglądnąć do jej bagażu. Jeżeli zrewidowany faktycznie kłamał, musi zapłacić karę, której wysokość jest uzależniona od wartości kontrabandy. Natomiast jeżeli celnik niesłusznie oskarżył turystę to należy mu wypłacić rekompensatę. (Jak pan śmiał mnie oskarżyć!)
A co ma w bagażu? Pewnie same frykasy?
Ee, gdzie tam. Sombrero dla dzieci i marakasy dla żony.
Nie wygląda na takiego co wozi stare czapki i grzechotki. Niech no otworzy walizkę! ¡Abre! (Otwierać!) Rewizja!
Jednakże gracz wcale nie musi biernie stać i patrzeć, jak spomiędzy jego bielizny (bokserek w serduszka ;o)) znikają wartościowe statuetki czy butelki z wysokoprocentowym trunkiem. Może spróbować przekonać celnika, że nie warto tracić czasu na przeglądanie jego bagażu. W tym celu ma pliczek banknotów i wrodzony dar przekonywania.
Ależ szanowny panie, czy to aby konieczne? Tu jest tak gorąco, człowiek chciałby się ulotnić gdzieś do cienia i ochłodzić... (rzekł turysta wyciągając z kieszeni plik banknotów, ułożył go w wachlarzyk i począł się nim chłodzić).
Gorąco, gorąco, ale takim plikiem to może co najwyżej sępowi powachlować…
Proszę mi wybaczyć moją nieudolność! Jakżem śmiał obrażać szanownego pana. (Turysta sięgnął do kieszeni po kolejne kilka banknotów). Bo wie pan, nie chciałbym się spóźnić na samolot. W domu mama umiera i płacze rodzeństwo. To dla nich te dzbanki.
No to niech się spieszy, coby jeszcze za późno nie było. ¡Buen viaje! (Udanej podróży!)– mruknął celnik chowając do kieszeni banknoty wyjęte z dłoni turysty.
I tak trwają 3 rundy, podczas których każdy z grających raz jest celnikiem. Po każdym transporcie gracze uzupełniają do 5 liczbę kart na ręce, a odznaka celnika jest przekazywana do następnej osoby). Po każdej z rund gracze sprzedają towary które udało im się przewieźć, przy czym mogą odłożyć kilka kart, aby spróbować sprzedać je na końcu gry za podwójną cenę. Na koniec rozgrywki gracze ujawniają zatrzymane karty i sprawdzają czy udało im się je sprzedać (uzależnione jest to od zapotrzebowania na przedmioty, oraz tego jak wielu graczy zatrzymało dany rodzaj dobra). Wygrywa gracz, który ma na końcu najwięcej pieniędzy.
I turysta pognał w siną dal, jakby obawiał się, że celnik się rozmyśli i postanowi go zrewidować. Za te butelki tequili i inkaskie statuetki, które miał przy sobie mógł otrzymać niezłą kasę na czarnym rynku, ale kara za ich przewożenie też mała nie była.
Celnikowi jednak nie to było w głowie. Właśnie do granicy zbliżała się kolejna grupa „turystów”. Ciekawe co Ci będą wozić – sombrero, marakasy czy dzbanki…
Ostatnia rzecz, o której należy wspomnieć to dwa znaczniki posiadane przez graczy. Otóż podczas całej rozgrywki gracz może raz przeprowadzić dodatkową kontrolę zgodnie z normalnymi zasadami (biały znacznik z gwiazdą) lub może wykorzystać „lepką rękę” (czerwony znacznik z symbolem dłoni) i zwędzić z jednego bagażu towary, które nie zostały zadeklarowane do oclenia, a potem samemu sprzedać je na końcu rundy.

Wrażenia z rozgrywki
Jak widać po skróconym opisie zasad, Hart an der Grenze grą dla dzieci raczej nie jest. Pomimo tego, że na pudełku znajduje się informacja, że sugerowany wiek 10 lat to nie ryzykowałbym rozgrywek z istotami w tym wieku, głównie dlatego, aby uniknąć wyjaśnień dlaczego panu celnikowi nie mówimy prawdy i dlaczego dajemy mu pieniążki kiedy ten wie, że kłamiemy. Trochę to niepedagogiczne. Jednak jeżeli pominiemy ten fakt to w odpowiednim gronie…
Gra jest rewelacyjna. Czy nie jest wspaniałym spędzanie wspólnie czasu przy stole na małej kontrabandzie? Za każdym razem, gdy zbliżamy się do granicy to czujemy mały dreszczyk emocji i zastanawiamy się czy celnik nam uwierzy czy nie. Jeżeli uwierzy to problem z głowy, gorzej jak zechce nas zrewidować. Wtedy musimy użyć naszego daru przekonywania oraz dostępnych środków, aby go od siebie oddalić. A gdy celnik sięga swoją lepką ręką do naszego bagażu to pozostaje nam tylko kwiczeć ze smutku za naszymi skarbami. Cóż – życie.
Miałem tę przyjemność, że udało mi się zagrać w „granicę” wiele razy i to z różnymi grupami osób. Na szczęście zdecydowana większość grających zawsze łapała klimat gry i wczuwała się w swoje role. Ile to razy na granicy był kochający ojciec wracający do 10 tęskniących dzieci, albo bogaty biznesmen spieszący się na samolot. Jednak najbardziej w pamięć wryły mi się dwie rozgrywki – jedna, podczas której znajomy Amerykanin udawał księdza i był wielce oburzony tym, że ktoś śmie podejrzewać go o kontrabandę; oraz druga, gdzie pojedyncza runda została przeprowadzona na migi (spróbujcie ustalić na migi kwotę łapówki). Zabawa jest przy tym naprawdę przednia.
Pomimo tego, że rozgrywka potrafi czasem trwać około półtorej godziny (głównie przez negocjacje z celnikiem, który ma bardzo małą pensję podstawową) to wszyscy doskonale się bawią. Osoby, które nie są nagabywane przez celnika często muszą powstrzymywać od wybuchania co rusz salwami śmiechu i nie raz muszą łapać się za brzuch. W końcu umiejętnie wygłoszone teksty o „dzbankach z wyprzedaży”, czy „sępach co lubią chodzić stadami” (na banknotach dostępnych w grze narysowane są symbole sępów) rozbawią nawet największego sztywniaka.
Jednak warto położyć nacisk na to co napisałem powyżej – dzieje się tak tylko w odpowiednim gronie. Jeżeli nasza grupa to osoby nie lubiące grać innych postaci i preferujące raczej ciężkie tytuły to rozgrywka może raczej irytować niż śmieszyć. Zwłaszcza kiedy wszyscy siedzą przy stole strasznie poważnie i nikt nie odważy się zaśmiać.
Do tego trzeba powiedzieć wprost, że gra specjalnie tania nie jest. Jeżeli spojrzymy na cenę jedynie przez pryzmat tego co znajdziemy w pudełku to zdecydowana większość osób powie, że cena jest strasznie wygórowana. W końcu płacić 30 euro za plik banknotów, trochę więcej niż dwie standardowe talie kart, 6 kuferków i garść znaczników to rozbój w biały dzień. Jednak na szczęście przyjemność płynąca z rozgrywki potrafi zredukować ból wynikający z wydania tak dużej kwoty na tak małą liczbę elementów.
Tak naprawdę dużo bym mógł jeszcze napisać o tej grze i zdecydowana większość byłyby to moje pozytywne opinie na jej temat. Związane jest to z tym, że spędziłem już przy niej wiele godzin, za każdym razem dobrze się bawiąc, a przecież to jest najważniejsze. Jeżeli będziecie kiedyś mieli okazję wypróbować tę grę to nie odmawiajcie! Naprawdę warto!
Podsumowanie
Hart an der Grenze to wspaniała luźna gra dla 3-6 osób, które chcą spędzić wesoło czas mając przy tym masę dobrej zabawy. Jeżeli masz ochotę pośmiać się, a przy tym spróbować kontrabandy oraz sprawdzić jak to jest korumpować celnika to gra jest dla Ciebie. Zwłaszcza jeżeli masz już dość zręcznościówek w stylu Jungle Speeda.
Jeżeli jednak Twoi współgracze nie lubią luźnych gier do tego odrobinę brakuje im dystansu do siebie to lepiej nie zaprzątaj sobie tą grą głowy. Zwłaszcza, że nie należy ona do najtańszych pozycji na rynku.
No i pamiętajcie – lepiej nie pokazujecie tego dzieciom! Niech jeszcze kilka lat pozostaną pod kloszem i unikną brutalnej rzeczywistości.
A tymczasem, pokażcie co macie w bagażu ;o)
P.S.
Jako ciekawostkę warto dodać, że w Brazylii zakazano sprzedaży gry twierdząc, że szkodzi ona wychowaniu dzieci. W świetle raportów o korupcji na świecie to wychodzi, że to jedynie propaganda.
Tytuł: Hart an der Grenze
Autorzy: André Zatz oraz Sérgio Halaban
Czas rozgrywki: ok. 75 min.
Liczba graczy: 3-6
Wydawca: Kosmos
Ocena ogólna: 4,5/5 (gdyby gra była tańsza to dałbym 5)
Wykonanie i grafika: 5/5
Złożoność: 3/5







1 komentarz:
super tekst!:) wciągnęłam się w czytanie, ale całe szczęście, że nie poczułam zapachu spoconego celnika (efekty zapachowe mogły by być nieciekawe przy tej grze hihihi)
gra jest wesoła i przyjemna:) ale rzeczywiście nie dla ponuraków...denerwuje mnie jeszcze jedna rzecz: zbyt długie przeciąganie 'licytacji' z celnikiem...ale to takie moje 'ale' :)
i na koniec przypomniał mi się tekst podczas jednej z rozgrywek:
'taaa...dzbanki...a w tych dzbankach to pan zapewne alkohol przewozi, hę?' - 'nie panie władzo, tylko wodę święconą' ;)
Prześlij komentarz