Słowianie w grach planszowych?
Nadesłał: WoodyJest czwartek 22 marca, godzina 22.34 lub 22.43. W poznańskim sklepie Bard grupka sześciu osób siedzi przy małym stoliku, tocząc emocjonującą rozgrywkę w „Beowulf – The Legend”. Partia zbliża się właśnie ku końcowi, kiedy nagle przychodzi mi do głowy olśniewająca myśl – jeżeli można stworzyć ciekawą grę na podstawie mitologii skandynawskiej, dlaczego by nie wymyślić gry opartej o legendy polskie? W ten sposób dość niespodziewanie twórczość Reinera Knizii stała się inspiracją do stworzenia gry „Lech, Czech i Rus”.
Słowianie w grach planszowych to temat dziewiczy, pozostaje zatem wspaniałym polem do popisu. Dlaczego tak jest? Oczywiście trudno się spodziewać, żeby za Słowian zabrał się któryś z twórców zagranicznych. Mają wystarczająco dużo ciekawych tematów z własnego podwórka. Dlatego Reiner Knizia stworzył Beowulfa, a nie grę „O Wandzie, która nie chciała Niemca”. Pozostaje więc liczyć na polskich autorów. Tych jednak na razie nie jest zbyt wielu. Istnieje też problem z wydawcami. Kiedy dwa lata temu próbowałem znaleźć wydawcę dla stworzonej przez spółkę WiR gry „Grody”, otrzymałem od jednej z firm odpowiedź, że „słowiańszczyzna się nie sprzedaje”! Nie chodziło o to, że nie spodobała się mechanika gry, czy też brakowało jej klimatu, ale zadecydował argument, który mną wstrząsnął.
Przez chwilę pomyślałem nawet, że może to być prawdą. Fascynacja obcą kulturą bywa czasem absurdalna. Nasza świadomość gier kształtowana jest prawie wyłącznie przez twórców zachodnich. Język angielski staje się dla graczy tak naturalny, że posługują się nim niemal nieświadomie. Bohaterowie zamiast trafień otrzymują „hity”, w wyniku których nie doznają obrażeń, lecz „demedże”. Gry zaliczane są do kategorii „paper&pen”, „territory control” lub tym podobnych, jakby nie sposób było znaleźć dla nich polskich nazw. Na planszach królują elfy, trolle, gobliny, krasnoludy i inne tolkienowskie stwory, wobec których swojskie topielice, strzygi, kikimory czy zmory nie mają żadnych szans.
Krótko mówiąc, jest nisza, którą koniecznie należy wypełnić. Dajmy wytchnienie greckim i
egipskim bogom. Obudźmy Trygława, Peruna, Swarożyca, Świętowita, Kupałę. Pozwólmy odpocząć znękanej Troi, niech choć przez chwilę zalegnie cisza pod Hastings. Wspomnijmy księcia Racibora I, który przewodząc flocie 650 okrętów zwycięsko najechał potężną norweską twierdzę Konungahelę, dając dowód, że nie tylko Wikingowie łupili innych. Przypomnijmy sobie na planszy bitwę pod Cedynią lub na Psim Polu (albo szerzej kampanię niemieckiego króla Henryka V powstrzymaną przez Bolesława III Krzywoustego). Pamiętajmy, że wojny z Krzyżakami nie zaczęły się i nie skończyły na Grunwaldzie (to także choćby wojna trzynastoletnia i wspaniałe sukcesy kaperskich flot gdańskiej i elbląskiej). Wzywam niniejszym wszystkich polskich twórców – wskrzeszcie chwałę Słowian, albowiem cudze chwalicie, swego nie znacie!
Ja ze swej strony wraz z Rolfem (czyli spółka autorska WiR) pracujemy nad legendą o Lechu, Czechu i Rusie. Została stworzona podstawowa mechanika gry o powstawaniu państw (niekoniecznie zgodnie z prawdą historyczną, za to w słowiańskich klimatach), która działa szybko i płynnie. Teraz ten „silnik” musimy wpasować w odpowiednią „karoserię”. Mam nadzieję niedługo ogłosić powstanie rodzimej gry ku chwale naszych praszczurów.
Ze słowiańskim pozdrowieniem,
Woody
Słowianie w grach planszowych to temat dziewiczy, pozostaje zatem wspaniałym polem do popisu. Dlaczego tak jest? Oczywiście trudno się spodziewać, żeby za Słowian zabrał się któryś z twórców zagranicznych. Mają wystarczająco dużo ciekawych tematów z własnego podwórka. Dlatego Reiner Knizia stworzył Beowulfa, a nie grę „O Wandzie, która nie chciała Niemca”. Pozostaje więc liczyć na polskich autorów. Tych jednak na razie nie jest zbyt wielu. Istnieje też problem z wydawcami. Kiedy dwa lata temu próbowałem znaleźć wydawcę dla stworzonej przez spółkę WiR gry „Grody”, otrzymałem od jednej z firm odpowiedź, że „słowiańszczyzna się nie sprzedaje”! Nie chodziło o to, że nie spodobała się mechanika gry, czy też brakowało jej klimatu, ale zadecydował argument, który mną wstrząsnął.
Przez chwilę pomyślałem nawet, że może to być prawdą. Fascynacja obcą kulturą bywa czasem absurdalna. Nasza świadomość gier kształtowana jest prawie wyłącznie przez twórców zachodnich. Język angielski staje się dla graczy tak naturalny, że posługują się nim niemal nieświadomie. Bohaterowie zamiast trafień otrzymują „hity”, w wyniku których nie doznają obrażeń, lecz „demedże”. Gry zaliczane są do kategorii „paper&pen”, „territory control” lub tym podobnych, jakby nie sposób było znaleźć dla nich polskich nazw. Na planszach królują elfy, trolle, gobliny, krasnoludy i inne tolkienowskie stwory, wobec których swojskie topielice, strzygi, kikimory czy zmory nie mają żadnych szans.
Krótko mówiąc, jest nisza, którą koniecznie należy wypełnić. Dajmy wytchnienie greckim i
egipskim bogom. Obudźmy Trygława, Peruna, Swarożyca, Świętowita, Kupałę. Pozwólmy odpocząć znękanej Troi, niech choć przez chwilę zalegnie cisza pod Hastings. Wspomnijmy księcia Racibora I, który przewodząc flocie 650 okrętów zwycięsko najechał potężną norweską twierdzę Konungahelę, dając dowód, że nie tylko Wikingowie łupili innych. Przypomnijmy sobie na planszy bitwę pod Cedynią lub na Psim Polu (albo szerzej kampanię niemieckiego króla Henryka V powstrzymaną przez Bolesława III Krzywoustego). Pamiętajmy, że wojny z Krzyżakami nie zaczęły się i nie skończyły na Grunwaldzie (to także choćby wojna trzynastoletnia i wspaniałe sukcesy kaperskich flot gdańskiej i elbląskiej). Wzywam niniejszym wszystkich polskich twórców – wskrzeszcie chwałę Słowian, albowiem cudze chwalicie, swego nie znacie!Ja ze swej strony wraz z Rolfem (czyli spółka autorska WiR) pracujemy nad legendą o Lechu, Czechu i Rusie. Została stworzona podstawowa mechanika gry o powstawaniu państw (niekoniecznie zgodnie z prawdą historyczną, za to w słowiańskich klimatach), która działa szybko i płynnie. Teraz ten „silnik” musimy wpasować w odpowiednią „karoserię”. Mam nadzieję niedługo ogłosić powstanie rodzimej gry ku chwale naszych praszczurów.
Ze słowiańskim pozdrowieniem,
Woody
4 komentarze:
Fajny tekst, ja przyznaję się że jakiś czas temu rozpocząłem prace nad sporą grą dziejącą się po rozbiciu dzielnicowym... chwilowo jest zawieszony - kilka tematów jest priorytetowych, ale na pewno do niej wrócę.
Za Lecha, Czech i Rusa trzymam kciuki :-)
tylko bez tych poganskich bostw. ja tam topielcow nie mam nic na przeciw, ale bostwa i demony lepiej zostawic w spokoju w grach wogole.
LOL, anonimie, dlaczego bez bostw? W grach zachodnich moze byc Atena i Zeus, to dlaczego w slowianskiej ma nie byc Swiatowida?
Co do Grodow, to poza tym, ze "slowianszczyzna sie nie sprzedaje" (coz, rola wydawcy nie jest walka z rzeczywistoscia a zarabianie pieniedzy), to dodalbym, ze gra nie jest zbyt wybitna :-). Owszem, ma fajny klimat, owszem jak na amatorska produkcje jest fajnie opracowana, owszem ma pare smaczkow, jednak gdyby to byla komercyjna produkcja - dalbym jej ocene 4/10 :> Przykro mi, to jeszcze hit nie jest.
Niemniej - w autorach widze potencjal i trzymam kciuki za kolejne produkcje.
P.S. Byloby fajnie zobaczyc gre o polskim super-bohaterze z dawnych komiksow - Domanie! :)
Pomysł jak najbardziej godny realizacji. Niestety rodzime legendy idą w zapomnienie wypierane przez baśnie, legendy i wierzenia cywilizacji germańskich. Ze znajomoscią historii wczesnosłowiańskiej jest jeszcze gorzej, a o Raciborze i jego dokonaniach przeciętny Polak nie ma nawet bladego pojęcia. Dlatego gorąco popieram Twoją inicjatywę Woody!
Prześlij komentarz