Hobby
Hobby. Wszyscy powtarzają, że człowiek musi je mieć, by móc się rozwijać. Jednak jak już sobie człowiek znajdzie jakieś to oczywiście nie wszyscy muszą być szczęśliwi. Pół biedy jak do grona tych osób należą znajomi, czy dalecy krewni. Problem zaczyna się w momencie kiedy partner nie do końca rozumie naszą pasję.

Uiek: Kolekcję gier mam jaką mam. Do tego średnio raz na dwa tygodnie przybywa mi nowa gra. Na gry wydaję stosunkowo dużo, ale sprawia mi to ogromną radochę. Jednak mojej dziewczynie już nie bardzo…
Thomas: Myślisz, że problem leży w kolekcji?...
Uiek: Raczej nie tyle w samej kolekcji, co w fakcie jej ciągłego uzupełniania. Kiedyś moja luba podsumowała mnie stwierdzeniem „jak będziesz kupował tyle gier to w przyszłości umrzemy z głodu, albo utoniemy w mieszkaniu od pudełek”.
Thomas: Kobiety zawsze zabijają romantyzm zimnym pragmatyzmem.
Uiek: Coś w tym jest ;) W sumie za każdym razem kiedy wypowiem „widziałem nową grę”, „znalazłem w sieci fajną gierkę”, albo „jest fajna gra na Allegro” w oczach mojej wybranki nie widzę radości, którą widziałbym w oczach znajomych maniaków, (którzy by oczywiście z zaciekawieniem zapytali „Jaką?”). O nie! Moja luba ma przede wszystkim strach w oczach i w głowie zapala się jej czerwona lampka, której towarzyszy myśl „O NIE! ZNOWU!”.
Thomas: Porzuć tą nierozumną niewiastę i zostań gejem. Któż lepiej zrozumie faceta jak nie drugi facet. :)
Uiek: Złota rada, niemniej chyba nie skorzystam :P. Zresztą wiesz jak jest – z kobietą źle, ale bez niej jeszcze gorzej.
Jednak żeby nie było, że szerzę jakiś defetyzm – Grace lubi pograć i praktycznie codziennie odpalamy sobie partyjkę jakiejś gry. Na szczęście gust mamy dosyć podobny i nie ma z tym wielkiego problemu.
Thomas: No to czego biadolisz! Wszystkie rozsądne kobiety są takie same. Innych byś nie chciał. Uwierz na słowo!
Uiek: Que?
Thomas: U mnie jest dokładnie tak samo. Jak Roma widzi nową grę zawsze pada sakramentalne pytanie: „Ta gra jest JUŻ nasza, czy to demo firmowe?”.
Uiek: Oczywiście, zawsze mówisz jej prawdę :)
Thomas: Oczywiście… A najdziwniejszy w kobietach jest ich stosunek do gier. Moją na przykład trzeba długo namawiać, żeby zechciała zagrać w jakiś nowy tytuł. Pamiętam jak to się zaczęło tak zupełnie na serio...
Uiek: Zaginione miasta…
Thomas: Eee… mam wrażenie, że nie było cię przy tym… Chociaż…
Uiek: :D
Thomas: No w każdym razie przez te miasta mam przechlapane!
Mówię Romie „Kochanie, moja praca wymaga poznawania nowych gier. Jeżeli mam być częściej w domu, to musisz grać ze mną”. Nie była za bardzo zainteresowana, ale kiedyś zawarliśmy układ. Ja miałem chodzić z nią na wszystkie drętwe imprezy i dobrze się bawić. Ona w zamian przyrzekła grać ze mną.
Uiek: I słowa dotrzymała!?
Thomas: A jakże! Zdołałem ją namówić na „Zaginione miasta”. Wiedziałem, że to ulubiona gra kobiet i dostrzegłem w tym szansę na rozegranie przynajmniej jednej poglądowej rundy. Niestety, moja żona idealnie wpisała się w statystykę. Po pierwszej rundzie dostała mocne baty. Była już prawie północ. Więc pomyślałem, że się spokojnie wyśpię, a tu nastąpił szantaż: „Jak nie zagramy jeszcze raz, to już więcej z tobą nie zagram!”.
Uiek: No i nie miałeś wyjścia?
Thomas: Cóż było robić. Zagraliśmy 3 pełne partie… Wybiła 3.30. Wygrałem miażdżącą przewagą. Po raz pierwszy i ostatni, jak się wkrótce miało okazać…
cdn.
1 komentarz:
Ha :-) Każdy ma chyba podobnie.
Z drugiej strony u mnie dzięki żonie ktoś nad nadmiarowym kupowaniem panuję. Inaczej lista gier by rosła, w niektóre gram zbyt rzadko... a kasy na wszystko niestety nie ma :(
Prześlij komentarz