Die Dolmengötter
Die Dolmengötter jest grą wydaną w 2005 roku przez niemieckie wydawnictwo Eggertspiele. Niestety pozycja ta przeszła praktycznie bez żadnego większego odzewu, pomimo iż jest to bardzo ciekawy tytuł. Właśnie dlatego dzisiaj postanowiliśmy zaprezentować tę grę naszym czytelnikom.
Tematem gry Die Dolmengötter jest budowanie przez druidów kamiennych kręgów, a druid, który ma największy wkład w jednym kamiennym kręgu może liczyć na największą przychylność bogów. Temat dość ciekawy, ale… (o tym później).
Po otwarciu pudełka z grą pierwsze wrażenie do ciekawych nie należy. W pudełku jest plansza z grubego kartony, płócienny woreczek z masą drewnianych elementów, ale wszystko to zajmuje dużo mniej miejsca niż zapewniono w pudełku. Do tego szarość pudełka w połączeniu z małą (po złożeniu) czarno-zieloną planszą nie robi zbyt dobrego wrażenia. Ilekroć otwieram pudełko z Dolmengötterem mam wrażenie, że ktoś mi zakosił coś z pudełka (wypraskę?... kartonowe przegródki?), ale niestety tak nie jest.
Kiedy minie pierwsze rozczarowanie możemy bliżej przyjrzeć się zawartości. Jak już wspomniałem wcześniej, w pudełku znajduje się plansza, która po rozłożeniu ma wymiary 42x60cm. Wykonano ją z grubego kartonu i sprawia wrażenie bardzo porządnej.
No dobra, ale o co w tym wszystkim chodzi?
Zasady gry są następujące – gracze podczas kolejki mogą wykonać jedną z 3 następujących czynności:
- poruszyć jednego z 3 swoich druidów (czwarty druid służy jako znacznik zdobytych punktów),
- położyć druida na brzuch,
- przelecieć na dowolne pole planszy druidem, który został położony na brzuchu.
Poprzez ustawianie kamieni gracze zaczynają tworzyć kamienne kręgi. W momencie kiedy jeden z graczy będzie w jednym z kamiennych kręgów dominował (w kręgu będzie więcej kamieni w jego kolorze niż kamieni w kolorze przeciwnika) może umieścić w nim swój dolmen. Kładzie wtedy wybrany przez siebie dolmen wartością do dołu. W momencie kiedy inny gracz wyrówna (ustawi w kamiennym kręgu tyle kamieni co przeciwnik), wsuwa swój dolmen pod dolmen przeciwnika. Kiedy jakiś gracz zdobędzie dominację w kamiennym kręgu, kładzie swój dolmen na szczycie stosu itd. W momencie kiedy kamienny krąg zostanie zamknięty (na wszystkich jego polach zostaną ustawione kamienie) następuje jego podliczenie.
Załóżmy, że został właśnie zamknięty kamienny krąg złożony z 8 pól. W jego centrum znajduje się liczba 5, na której zostały ustawione następujące dolmeny (idąc od góry): 4, 2, 1, 3, 4.
Gracz, którego dolmen znajduje się na szczycie mnoży wartość swojego dolmenu razy 5 (4x5=20). Gracz, którego dolmen znajduje się na miejscu drugim od góry mnoży wartość swojego dolmenu razy 4 (2x4=8). Gracz, którego dolmen znajduje się na 3 miejscu od góry mnoży wartość swojego dolmenu razy 3 (1x3=3) itd. za każdym razem zmniejszając o 1 liczbę, przez którą gracz mnoży wartość swojego dolmenu.
Dolmeny, które zostały podliczone są usuwane z gry, a rozgrywka trwa dalej.
Partia kończy się kiedy:a) jeden z graczy wyłoży swój ostatni dolmen – wtedy przeciwnicy mają jeszcze po 1 ruchu,
b) wszyscy gracze wyłożą wszystkie swoje kamienie – wtedy gra kończy się natychmiast.
Na końcu gry podliczane są wartości wszystkich dolmenów znajdujących się jeszcze na planszy, a zwycięzcą zostaje osoba z najwyższą liczbą punktów.
A w rzeczywistości?
Co ważne gra doskonale sprawdza się przy różnej liczbie graczy. Zarówno podczas gry w dwie, jaki i w cztery czy pięć osób zabawa jest wspaniała. Jest to też uzyskane między innymi dzięki temu, że liczba kamieni i dolmenów jest uzależniona od liczby graczy.
Znaczną wadą gry jest to, że nowi praktycznie nie mają szans. Gracze potrzebują na ogół 2 lub 3 partii aby załapać niuanse strategii, która będzie drogą do zwycięstwa. Nie jest to jednak specjalnie wymagające, ponieważ pojedyncza rozgrywka jest na tyle szybka (20-30min), że podczas jednego spotkania można zagrać kilka partii, dzięki czemu nowicjusze będą mogli w pełni rozwinąć skrzydła.
Ogromnie żałuję, że Die Dolmengötter ciągle pozostaje w cieniu innych gier wydanych przez Eggertspiele, ponieważ jest to naprawdę doskonały tytuł, którym powinno zainteresować się o wiele więcej osób. Jeżeli więc natkniecie się na tę grę i będziecie gotowi zapłacić za nią około 100-110zł to nie będziecie tego żałować.
Autor: Thomas Odenhoven
Liczba graczy: 2-5
Czas rozgrywki: 20-30 min.
Wiek graczy: od 10 lat
Wydawca: Eggertspiele
Wykonanie: 3/5 (powinno być 4/5, ale odjąłem 1 punkt za okropne wrażenie po otwarciu pudełka)
Złożoność: 3/5


12 komentarzy:
Jesteś łaskawy w tych swoich ocenach ;) Jak przy 3/5 mogła Ci wyjść ogólna 5 nie wiem:)
Poza tym IMO wykonanie to jakieś 2 na skali punkotwej (rozmiar pudełka, kolory, narożniki i brak klimatu - plansza jest brzydka, jakby wykonana w corelu ;) )
Kiedy zobaczyłem zawartość (Uikowego) pudełka to też miałem podobne wrażenie, że czegoś jednak brakuje (np. pluszowych druidów ;) ). Planszy też nie da się użyć zamiast fototapety... bo jest maksymalnie uproszczona, symboliczna, a przez to czytelna. Nie ma co jednak przesadzać, abstract strategy ma zachwycać strategią, strona wizualna to jedynie dodatek. A sama rozgrywka przyjemna jest nadzwyczajnie. Co z tego, że nowemu graczowi trudno wymyślić co się bardziej opłaca (1. rozgrywkę przegrałem kosmiczną różnicą punktów) skoro mam ochotę na następna partię.
Mockerre - stosunkowo wysoka ocena całościowa wynika z tego, że te wszystkie wady nie są mnie odstraszyć od gry. Jednakże w treści tekstu zostały wymienione celowo, żeby osoby decydujące się na zakup gry nie były rozczarowane.
Co do wykonania - ilość drewna w pudełku wpływa pozytywnie (drewno uszlachetnia każdą grę). Do tego plansza (pomimo iż do pięknych nie należy) jest wykonana naprawdę solidnie.
Khaox - jeżeli tylko masz ochotę na kolejne partie to bardzo mnie to cieszy :) Gra na pewno jeszcze nie raz zagości na naszych spotkaniach :)
Czepiacie się :)Plansza jest solidnie wykonana i przejrzysta - czyli dokładnie taka jaka powinna być w abstrakcyjnych grach strategicznych. A sama gra diablo fajna. Nic tylko grać!
Nie mówcie, że nie doceniam gier abstrakcyjnych. Mogę się zagrywać w Zertza, Ynscha itd.
Tylko niech taka gra nie udaje, że jest czymś więcej. Że ma klimat, że o czymś opowiada.
Część eurogier, których temat ma się tak do mechaniki jak piernik do wiatraka stara się, aby wykonanie było przynajmniej na wysokim poziomie, estetyczne. Ale tutaj nawet tego mi brak, plansza wygląda jak szkic/projekt, a nie skończony produkt.
PS.
No i ciągle nie wiem czemu druidzi poruszają się na swoich brzuchach z zawrotnymi prędkościami ;)
Co do latających druidów - jak druid się nawącha ziółek to unosi się do nieba ;)
A tak bardziej na poważnie - przemieszczenie się na dowolne pole planszy zajmuje dwa ruchy w jednym kładziesz druida na brzuch, a w drugim przemieszczasz go na inne pole (i tam stawiasz go na nogi). Pomimo iż początkowo może wydawać się to niezwykłą strategią, jest bardzo rzadko stosowane, ponieważ dwa ruchy na przemieszczenie druida to dużo.
Ruch taki jest wykonywany na ogół w sytuacji, kiedy druidzi gracza są zablokowani i nie mogą poruszyć się w normalny sposób.
Myślę, ze takie "dorobione do gier historyjki" pozwalają szybciej zrozumieć ideę gry. Ja przynajmniej lubię gdy grze towarzyszy jakaś "fabuła" nawet gdy jest mocno naciągana. Sprawia to, że gra nie jest taka "sucha i sterylna" w odbiorze. A co do Zertza i Yinsha - te to dopiero mają "filozofię" :)...
Już mi nie mów o tym całym systemie ;)
Uiek:
No to lata pod niebo czy na brzuchu? ;) Mi nie chodziło o zasadę tylko o absurd
Ja dalej nie wiem o co Ty się czepiasz.
Jeżeli chcesz to mogę Ci dorobić historię w stylu:
"Druidowi zajmuje dwie kolejki przeniesienie się na dowolne pole. W pierwszej zbiera on zioła, które posłużą mu do przygotowania magicznego wywaru, który pozwali mu później przenieść się w dowolne inne miejsce".
Happy?
Co wy p... gadacie. Sprawa jest prosta. W pierwszej kolejce druid spala zioło, co niechybnie zwala go z nóg, po czym w następnej kolejce następuje totalny odlot :D
Nie, nie wystarcza :D Przydałby się jakiś rysunek spalonego druida ;) Po prostu nie lubię, kiedy gra abstrakcyjna chce udawać coś więcej niż jest.
Ech, trudno dyskutować o gustach. Mnie z fabułą gra się lepiej. Z drugiej strony każda gra "coś udaje". bo przecież gra to gra, a życie to życie...
Prześlij komentarz